środa, 30 lipca 2014

Ulubieńcy ostatnich tygodni

Tak jakoś  wyszło, że ulubieńcy ostatnich tygodni to w głównej mierze produkty pielęgnacyjne. Kosmetyków kolorowych wśród ulubionych produktów znalazło się jak na lekarstwo. Wynika to zapewne z faktu, że upalna pogoda nie sprzyjała noszeniu dużej ilości "tapety" więc makijaż ograniczyłam do minimum. Poniżej kosmetyki, które sprawdziły się i nadal sprawdzają, a stosowanie ich to prawdziwa przyjemność.

  1.  Płyn micelarny 3 w 1 Garnier - moim zdaniem na równi skuteczny i delikatny jak ten skuteczny z Biodermy czy Vichy. Genialnie usuwa makijaż i nie powoduje żadnych podrażnień czy alergii. Z powodzeniem zmywam nim oczy. Średnio radzi sobie, a właściwie nie radzi sobie w ogóle w tuszem wodoodpornym, ale i tak mu wybaczam. Ogromna butla 400 ml z ergonomicznym zatrzaskiem i całkiem przyzwoita cena na pewno zachęcają do zakupu.
  2. maseczka do włosów Alterra z granatem i aloesem - moje zachłyśnięcie się wegańskimi kosmetykami Alverde do pielęgnacji włosów sprawiło, że nie po drodze było mi z tą serią z Rossmanna. Jaka szkoda, że dopiero teraz po nią sięgnęłam! Maseczkę stosuję jak zwykłą odżywkę, nakładam ją na kilka minut po umyciu włosów. Po spłukaniu włosy są śliskie i bardzo dobrze się rozczesują. Po wysuszeniu są gładkie, błyszczące i dobrze nawilżone. Ułożenie fryzury nie nastręcza  problemów. Włosy po maseczce Alterra nie są obciążone i nie mają tendencji do szybszego przetłuszczania się. Bardzo lubię!
  3. serum Flavo-C Forte Auriga - sięgam po nie kilka razy w roku. Tym razem zależało mi na rozjaśnieniu przebarwień i zaczerwienień po wykwitach trądzikowych na brodzie oraz spłycenie zmarszczek wokół ust. Stosowałam je oczywiście na całą twarz wieczorem pod krem.Przy aplikacji jednakże skupiałam się na wymienionych obszarach. Poprawa kondycji skóry jest widoczna gołym okiem. Zaczerwienienia stały jaśniejsze, skóra wygląda na zdecydowanie bardziej napiętą przez co i zmarszczki są również mniej widoczne. 
  4. fluid (krem) Alverde Anti-Aging Q10 Vitamin Fluid z rokitnikiem - bardzo lekki krem z witaminami i koenzymem Q10. Działania przeciwstarzeniowego nie zauważyłam, natomiast skóra po nim jest dobrze nawilżona i wygładzona. Krem Alverde idealnie sprawdza się przy zastosowaniu pod podkład. Krem jest niesamowicie lekki, ale treściwy. Jeszcze jeden plus za opakowanie z hermetyczną pompką, która precyzyjnie dozuje krem. Jedyne co mogę zarzucić temu kremowi to, to że podczas nakładania na twarz wyczuwalna jest lekko woń alkoholu, która jednak znika po kilku sekundach. 
  5. Blistex Lip Relief Cream - słońce, suche powietrze i moja wrodzona tendencja do oblizywania ust sprawiły, że w pewnym momencie stały się one bardzo suche i wrażliwe na dotyk. Blistex przyniósł im ukojenie. Jego dość lekka konsystencja daje zaskakująco duże nawilżenie. Właściwie jednorazowe użycie sprawia, że znika suchość i napięcie. Lekko mentolowy posmak i chłodzące właściwości kremu do ust są teraz latem zaletą.
  6. KIKO Long Lasting Stick Eyeshadow 07 - bardzo dobry produkt, o którym pisałam w tym poście. Nic się nie zmieniło w kwestii mojego lubienia tego cienia :)
Koniecznie pochwalcie się swoimi ulubieńcami :)
Ściskam
Karolina x x x

poniedziałek, 28 lipca 2014

Mint Candy Apple by Essie

W standardowej szafie Essie znajdziemy dwa lakiery oscylujące wokół seledynu i mięty. Pierwszym, nieco ciemniejszym i zdecydowanie żywszym kolorem jest Turquoise&Caicos, drugim kolorem, który można określić jako typowo rozbieloną miętę jest Mint Candy Apple. Kiedy T&C dokonał swojego żywota, postanowiłam wypróbować jego jaśniejszego kolegę MCA.

Porównanie: od lewej T&C, po prawej MCA



Tak jak już wspomniałam, Mint Candy Apple to kremowa mięta, która już od kilku sezonów jest hitem i z powodzeniem gości na naszych letnich paznokciach. Konsystencja MCA jest bardzo przyjemna w aplikacji. Jabłuszko od Essie nie bąbelkuje, nie smuży i nie robi prześwitów. Dwie warstwy dają pełne krycie w przeciwieństwie do T&C, który dawał krycie dopiero przy trzeciej warstwie. Schnięcie lakieru jest standardowe, tak samo jak jego trwałość - nie za krótko, nie za długo lecz w sam raz :) 



ups...mogłam wyczyścić skórki ;)

Mint Candy Apple to taki wesoły lakier, idealny na ciepłe dni. Ze względu na jego fajny odcień i łatwość w obsłudze MCA na pewno znajdzie swoje miejsce w mojej wakacyjnej kosmetyczce.

A wy jakie lakiery zabieracie ze sobą na wakacje? Dajcie znać.

Ściskam mocno
Karolina x x x





środa, 23 lipca 2014

Przygotowania do wakacyjnego wyjazdu

Zaczęłam zbrojenia do wyjazdu. Te kosmetyczne i nie tylko. Za kilka dni wyruszę w drogę. Przede mną długi zagraniczny wyjazd, który muszę odpowiednio zaplanować  i do którego wypadałoby się porządnie przygotować :)

W kwestii kosmetyków, które zabieram postanowiłam ograniczyć się do minimum. Oczywiście to co widzicie na zdjęciu to nie wszystko co wyląduje w mojej kosmetyczce, a jedynie produkty, które chciałam pokrótce omówić, gdyż z mojego punktu widzenia zasługują na chwilę uwagi.
  • kulka Vichy towarzyszy mi od lat. Nie znam lepszego dezodorantu. Wszystkie "zdrady" na rzecz innych antyperspirantów uświadamiają mi, że to chyba miłość do grobowej deski. Zazwyczaj jestem wierna zielonej wersji tego dezodorantu, ale podczas ostatnich zakupów skusiłam się na wersję Stress Resist. Działaniem nie różni się niczym od zielonej kulki, skuteczna jest w każdych warunkach, choć muszę przyznać, że zapach tej czerwonej bardziej przypadł mi do gustu. To koloński zapach, bardziej typowy dla męskich kosmetyków, który ja akurat bardzo lubię. Na wakacjach w Hiszpanii na pewno nie da plamy ;)
  • lakier Essie Mint Candy Apple - kremowa mięta w wakacyjnym kolorze; dobrze się aplikuje i świetnie komponuje z opalenizną. Jedzie ze mną na bank :)
  • podkład Shiseido Sun Care Protective Liquid Foundation SPF 30 - lekki (wręcz wodnisty), mocno kryjący, odporny na pot, wodę i sebum o bardzo wysokim filtrze. To niedawny nabytek, użyty zaledwie kilka razy, na prawdziwy test czeka właśnie w Hiszpanii. Z recenzją wstrzymam się do powrotu.
  • tusz wodoodporny Max Factor 2000 Calorie - z wstępnych wrażeń stwierdzam, że to raczej przeciętniak, daje zdecydowanie  mniej spektakularny efekt niż jego niewodoodporny kuzyn. Kiedy już wyschnie cholernie mocno trzyma się rzęs i nie odbija pod okiem. Właśnie o to mi chodzi, bo nie mam ochoty na wakacjach sprawdzać non stop czy nie wyglądam jak panda. Do zadowalającego efektu potrzebuję trzech warstw. Teraz tusz jest w fazie podsychania ponieważ ma bardzo 'mokrą' i rzadką konsystencję. Po powrocie dam znać jak się sprawdził się w ekstremalnych warunkach.
  • preparat do opalania Nivea Sun Protect&Refresh SPF 30 - w zeszłym roku zakochałam się w wersji SPF 50, ale w tym roku nigdzie go nie mogłam znaleźć, ani w sklepach stacjonarnych, ani w internecie. Niemniej jednak myślę, że sama formuła tego preparatu jest genialna - to suchy olejek w opakowaniu z pompką. Preparat nie tłuści ubrań, ale i nie przesusza skóry. Przy regularnym stosowaniu zapewnia ładną a zarazem bezpieczną opaleniznę. W zeszłym roku nie doświadczyłam nawet lekkiego zaczerwienienia skóry, co niestety zdarzało się podczas stosowania innych preparatów.
  • Sun Ozone Żel Po Opalaniu z Aloesem - tak na wszelki słuczaj zaopatrzyłam się w żel łagodząco-chłodzący. Nawet jeśli mi się nie przyda, to może komuś na wyjeździe życie i skórę uratować. Żel jest nietłusty, nieklejący i pachnie naprawdę świeżo. Myślę, że sprawdziłby się fajnie nawet jako super lekki balsam nawilżający do ciała.
  • Marc Jacobs Daisy Eau So Fresh - zapach idealny na lato. Świeży, lekki, owocowo-kwiatowy. Bardzo kobiecy!
Przygotowania kosmetyczne to oczywiście nie wszystko. Jestem już w trakcie czytania przewodników, przeglądania stron internetowych dotyczących miejsc, w których będziemy. Na szczęście lista czytelnicza już domknięta, karty pamięci wyczyszczone i czekają w gotowości na zdjęcia. Przede mną jeszcze tylko skomponowanie playlisty, wykupienie dodatkowego ubezpieczenia i podstawowych lekarstw jak środki przeciwbólowe, wapno czy tabletki na ból gardła. Przezorny zawsze ubezpieczony.A potem już tylko ahoj przygodo!!! :)

A wy jak przygotowujecie się do wakacji? Planujecie czy idziecie na żywioł? Dajcie znać :)

Ściskam
Karolina x x x

poniedziałek, 21 lipca 2014

Dwie kremówki od Essie - Fiji i Lady Like

Nie jest tajemnicą, że polubiłam się z lakierami Essie. Mam ich całkiem pokaźną gromadkę. Wśród nich przeważającą większość stanowią te o kremowym wykończeniu bo jednak za błyskotkami na paznokciach nie przepadam. Nie jest też tajemnicą, że "esiaki" pomimo jednakowego wykończenia różnie zachowują się na paznokciach. Dziś właśnie o takim przypadku. Zapraszam na jeden hit i jeden kit od Essie. 


Odcień Fiji podejrzałam u Oleski, która go polecała. Zresztą nie tylko ona, bo ten lakier był chwalony na wielu blogach. Zachęcona recenzjami kupiłam go na jakiejś promocji w SuperPharm. Drugi taki sam kupiłam jeszcze siostrze. W kwestii koloru Fiji to bardzo jasny kremowy, może nawet lekko pudrowy róż. Na paznokciach bardziej przypomina biel, pastelowy róż schodzi na drugi plan. Kolor sam w sobie jest niezwykle uroczy i delikatny. Natomiast aplikacja tego czegoś to już koszmar. Lakier smuży i rozkłada się nierównomiernie, ma on również tendencję do rozlewania się na skórki. Jedna warstwa tylko straszy na paznokciu, dwie warstwy kryją już wystarczająco, ale trzeba aplikować Fiji w naprawdę cieniutkich warstewkach, bo inaczej ten ancymon bąbelkuje. Zaczęłam się intensywnie zastanawiać nad tą sytuacją, bo skoro inne dziewczyny nie narzekają na Fiji, a wręcz go wychwalają pod niebiosa to może po prostu mnie trafił się jakiś felerny egzemplarz z jakiejś dziadowskiej partii? Tak, czy owak efekt na paznokciach też nie do końca mi pasuje ponieważ Fiji daje kredowe i toporne wykończenie. Nie wspomnę już o nijakiej trwałości tego wynalazku - u mnie bez utwardzacza wytrzymuje bez odprysków zaledwie ok. 2-3 godzin. Siostra ma niestety identyczne doświadczenia z tym lakierem. 

Złe wiadomości już wam przekazałam, teraz czas na te dobre. Tą dobrą nowiną jest lakier Lady Like, który jest totalnym przeciwieństwem Fiji. Lady Like to elegancki neutralny beż w fiołkowej tonacji. Musicie uwierzyć na słowo bo na zdjęciach LL prezentuje się jakby romansował z brązem, a to nieprawda :) Malowanie paznokci tym lakierem to przyjemność. Lakier jest prawdziwie kremowy, nie powoduje smug, nie rozlewa się, a dwie warstewki dają pełne krycie. Jeśli mam mało czasu  i zależy mi na ekspresowym manicure wybieram właśnie Essie Lady Like + top coat, bo to sprawdzone i niezawodne rozwiązanie. Trwałość tego koloru jest standardowa dla marki Essie - w moim przypadku to ok. 3 dni. Lady Like był moim ulubionym lakierem jesienią i zimą. Używałam go niezmiernie często przez co jest teraz na wykończeniu i w buteleczce zostało go niewiele. Rzadko zdarza się abym lakier zużyła do końca, a w przypadku Lady Like tak się właśnie stało. Zakup kolejnej buteleczki już wkomponowałam w domowy budżet :)


Z racji tego, że nie mogłam patrzeć na to "tępe" wykończenie lakieru Fiji, potraktowałam dodatkowo paznokcie lakierem Wibo Express Growth z refleksami nr 451. To jedyny rodzaj błyskotki jaki dopuszczam u siebie na paznokciach. Źle chyba nie wyszło? :) 

Miałyście styczność z tymi lakierami? Jakie są wasze odczucia? Chętnie je poznam :)
Ściskam
Karola x x x

czwartek, 17 lipca 2014

Rewolucja na paznokciach - Sally Hansen Instant Cuticle Remover i Golden Rose Quick Dry Top Coat

Spokojnie, żadnych drastycznych zmian nie było. Dziś o dwóch małych produktach, które dosłownie zrewolucjonizowały mój sposób dbania o paznokcie (a właściwie o skórki) i wykańczania manicure. Here we go.

Pierwszym produktem, który przyczynił się do tej rewolucji jest Sally Hansen Instant Cuticle Remover - bezzapachowy żel służący do usuwania skórek. Instrukcja na opakowaniu zaleca nałożenie tego przezroczystego żelu na skórki, odczekanie 15 sekund i odepchnięcie/usunięcie ich za pomocą patyczka. Maksymalny zalecany czas pozostawienia żelu na dłoniach to jedna minuta. Po odepchnięciu skórek, należy umyć dłonie wodą z mydłem. Muszę przyznać z ręką na sercu, że to działa! Miałam już podobne produkty, ale żaden z nich nie był tak skuteczny i godny polecenia. Żel SH sprawdza się w stu procentach. Osobiście do usuwania/odpychania skórek stosuję kopytko z radełkiem (bawi mnie ta nazwa :D), które za niecałe 5 złotych kupiłam w HEBE. Silikonowe kopytko zachowuje się trochę jak gumka do ścierania i genialnie usuwa/odsuwa nadmiar skórek z płytki paznokcia. Żel sprawia również, że skłonność do tworzenia się tzw. zadziorków znacznie się zmniejsza, przez co paznokcie i manicure wyglądają bardziej estetycznie. Żel SH stosowany zgodnie z instrukcją nie powoduje u mnie przesuszenia, nie zauważyłam także żadnych innych negatywnych konsekwencji. Widzę same pozytywy...w szczególności jeśli upolujemy go w drogerii w jakiejś promocji ;) 


Drugim olśnieniem był Golden Rose Quick Dry Top Coat. Za 9 złotych dostajemy produkt, który według producenta jest ochronnym lakierem utwardzającym, wysycha w 60 sekund, przedłuża trwałość i zawiera filtry UV. Co prawda, to prawda :) Zgadza się prawie wszystko. Nie brałabym tylko na serio tych 60 sekund. Tak naprawdę "już" po pięciu minutach od aplikacji utwardzacza GR nie musimy się martwić o odgniotki.  Uważam, że to całkiem przyzwoity czas. Jeśli robicie manicure tuż przed położeniem się spać, nie musicie się obawiać, że rano wstaniecie z fakturą pościeli odciśniętą na paznokciach. Top coat GR dobrze utwardza i nabłyszcza lakier, na który jest nakładany przy czym nie zmienia jego barwy. Wykończenie manicure nabiera lekko żelowego charakteru i spokojnie wytrzymuje na dłoniach kilka dni (dla mnie to już dużo). Wad podczas aplikacji w postaci bąbelkowania czy ściągania lakieru podkładowego nie stwierdziłam, a testuję już drugie opakowanie tego wynalazku rodem z Turcji. Polecam wypróbowanie i przekonanie się na własnej skórze...erm raczej paznokciach :)
A tak Golden Rose Quick Dry Top Coat prezentuje się dłoniach:

bez lakieru nawierzchniowego GR                                                    z lakierem nawierzchniowym GR

GR w pełnej krasie i słońcu :)

Na paznokciach pojawiły się letnie lakiery Essie:

To Buy or Not To Buy / Bikini So Teeny / Turquoise & Caicos

Dwie małe buteleczki a różnica kolosalna.  Dzięki tym dwóm niepozornym produktom pielęgnacja moich paznokci stała się łatwa, szybka i przyjemna. 

Znacie te cudeńka?

Ściskam mocno
Karolina x x x 


niedziela, 13 lipca 2014

See ya guys! - czyli co poszło do kosza

Dziś dowód na to, że nie tylko kupuję i chomikuję kosmetyki. Zdarza mi się je dość nagminnie również zużywać. Problem tylko w tym, że nie mam gdzie składować tych wszystkich zużytych opakowań dlatego posty o zdenkowanych produktach pojawiają się tak rzadko. Tym razem uczyniłam wyjątek i zatrzymałam te wszystkie opakowania, które normalnie od razu wędrują u mnie do kosza. Powstało z tego kilka mini-minirecenzji, na które teraz zapraszam.

  • żele pod prysznic Dove Go Fresh - bardzo przyjemne, kremowe, dobrze myją i nie wysuszają skóry. Ten w wersji z ogórkiem bardziej przypadł mi do gustu ze względu na orzeźwiający zapach. Wersja z granatem nie była zła, ale jakoś po nią już nie sięgnę. Jego zapach kojarzył mi się raczej ze skiśniętym granatem. Nie kupię ponownie,
  • żel pod prysznic Balea o zapachu marakui - pochodził z ubiegłorocznej limitowanki wypuszczonej na wakacje. Przyzwoity w swoich właściwościach pielęgnacyjnych, o strasznie słodkim i chemicznym zapachu. Było, minęło, nie będę tęsknić,
  • płyn micelarny L'oreal Ideal Soft - bardzo dobry produkt, delikatny, ale skuteczny w usuwaniu makijażu. Świetnie radził sobie z tuszem do rzęs i nie podrażniał oczu. Jego wadą był zbyt szeroki otworek w buteleczce przez który zawsze wylewało się za dużo produktu przez co micel L'oreal nie grzeszył wydajnością.
  • odżywka intensywnie odbudowująca z amarantusem firmy Alverde - pożegnałam się już z kolejnym opakowaniem. Moja ulubiona odżywka do codziennej pielęgnacji. Bez silikonów więc nie każdej z was będzie odpowiadać. U mnie ładnie odżywia i regeneruje włosy. Włosięta po niej są dobrze nawilżone i wygładzone. Bez najmniejszego wysiłku można je rozczesać. Co ważne, przy moich przetłuszczających się włosach nie doprowadza do zwiększenia łojotoku a włosy są lekkie na całej długości. Szkoda, że ją wycofali z drogerii DM,
  • szampon intensywnie odbudowujący z amarantusem firmy Alverde - w połączeniu z odżywką z tej samej serii tworzy naprawdę udany tandem. Sam w sobie dobrze oczyszcza skórę głowy i nie wysusza włosów. Włosy po nim mają tendencję do lekkiego plątania, ale po nałożeniu odżywki problem znika jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Mam wrażenie, że włosy po tym szamponie i odżywce są pogrubione, wygładzone i dogłębnie odżywione. Odkąd jestem wierna tej serii kilka osób zwróciło uwagę na zdecydowanie polepszoną kondycje moich włosów. Niestety tak jak odżywka, szampon z amarantusem zniknął z półek drogerii DM... chlip, chlip
  • szampon Alverde do skóry wrażliwej z wyciągiem z brzozy i szałwi - delikatny, ale skuteczny. Idealny do codziennego mycia. Bardzo lubiłam jego lekko ziołowy zapach. Przy najbliższej okazji sięgnę po niego ponownie,
  • odżywka do włosów zniszczonych z winogronem i awokado firmy Alverde - tak wiem jestem monotematyczna jeśli chodzi o pielęgnację włosów :) Ale tutaj zachwytów nie będzie. Odżywka miała wzmocnić włosy, a jedyne co robiła to wielkie NIC. Nawet ich nie mogłam po niej rozczesać, skundlały się po niej strasznie. Nie sprawdziła się, nie kupię ponownie.
  • krem kojąco-antybakteryjny Cicalfate Avene - nie wyobrażam sobie bez niego mojej pielęgnacji. Nie potrafiłabym pewnie zliczyć, która to z kolei tuba w mojej szafce. Krem dzięki wodzie termalnej z Avene koi podrażnioną skórę, a połączenie siarczanu  miedzi i cynku zapobiega namnażaniu się bakterii, co w przypadku mojej skóry skłonnej do wyprysków ma zbawienne znaczenie. Uwielbiam jego treściwą i gęstą konsystencję, która działa jak opatrunek dla skóry. Ulubieniec od lat i pewnie tak zostanie,
  • zielony zmywacz do paznokci Isana by Rossmann - najlepszy zmywacz z jakim miałam do czynienia. Wielka butla, a w środku produkt, który świetnie radzi sobie ze wszystkimi lakierami. Na dodatek nie śmierdzi aż tak bardzo. Wiem, że niektóre z dziewczyn narzekają na jego właściwości wysuszające. U mnie na szczęście taka sytuacja nie ma miejsca więc po prostu wielbię,
  • top coat Essie Good-To-Go - świetny produkt, który rzeczywiście znacznie przyspiesza wysychanie lakierów i nadaje paznokciom śliczny, żelowy połysk. Niestety produkt Essie ma tendencję do mocnego gęstnienia i użytkowanie go po jakimś czasie staje się niewygodne (czasami wręcz niemożliwe), a żal ściska cztery litery bo w buteleczce zostaje go jeszcze sporo. To chyba było jego ostatnie opakowanie w moim domu, bo znalazłam o niebo lepszy i tańszy odpowiednik ;)
  • balsam pod prysznic Nivea do skóry suchej- lubiłam w nim ten tradycyjny zapach produktów Nivea i sposób aplikacji. I to wszystko, bo według mnie stosowanie go mijało się z celem. Ze skórą nie robił nic. Jak dla mnie straszny cienias.

  •  tusz Lovely Curling Pump Up Mascara - zaskakująco dobry  i tani tusz drogeryjny. Dla tych dziewczyn, które lubią silikonowe szczoteczki będzie idealny na dzień. Tusz ładnie pogrubia rzęsy, lekko je wydłuża i delikatnie podkręca. Na koniec, kiedy lekko podsechł zaczął się osypywać, ale za taką cenę jestem w stanie mu to wybaczyć,
  • podkład  032 Forever DiorSkin by Dior - do niedawna mój ulubieniec o średnim kryciu w kierunku mocnego. Lubiłam w nim jego lejącą konsystencję, którą łatwo można było palcami rozprowadzić po skórze i pudrowe wykończenie, które na niej zostawiał. Fluid Diora ma wysokie filtry przeciwsłoneczne (SPF 25) dzięki czemu nie ma konieczności nakładania oddzielnego kremu z filtrem. Odznaczał się dobrą trwałością, jednak moja strefa T po jakimś czasie miała tendencję do mocnego świecenia się. Mnie się już po prostu przejadł i znudził, zużyłam co najmniej pięć opakowań więc czas na zmiany,
  • Róż Catrice 01 Sugar Shock - ładny kolor, delikatne i bezdrobinkowe wykończenie. Szkoda, że zjełczał O_O
  • Puder antybakteryjny Synergen - taniutki puder do cery tłustej i mieszanej. Sprawdzał się ok, niestety po jakimś czasie od nałożenia ciemniał na twarzy. Już chyba jestem za stara na takie tanie wynalazki ;)
Teraz z czystym sumieniem mogę zabrać się za zużywanie i testowanie kolejnych kosmetyków ;)
Ściskam mocno
Karolina x x x 





czwartek, 10 lipca 2014

Kiko 07 Long Lasting Stick Eyeshadow

Trudno mi w to w tym momencie uwierzyć, ale były kiedyś takie czasy (jeszcze ze trzy lata temu) kiedy nie stosowałam żadnej bazy pod cienie do powiek.Od kiedy przekonałam się do tego sposobu aplikowania makijażu wierna jestem bazie Essence IStage (naprawdę przyzwoity produkt za 10 zł) i cieniom w kremie. Z tych ostatnich moim faworytem jest Maybelline Color Tattoo w kolorze On and on Bronze. Ten cień to połączenie chłodnego brązu i złota - jest w miarę neutralny jako baza, ale i tak najlepiej sprawdza się w towarzystwie brązowych cieni.  Dlatego marzył mi się długotrwały cień w jasnym, najlepiej szampańskim lub delikatnie różowym kolorze. Propozycje oferowane przez firmy Chanel, Dior czy Shiseido odrzuciłam w przedbiegach ponieważ szczerze mówiąc szkoda mi teraz przed wakacjami pieniędzy na takie zbytki. Zresztą chciałam coś w formie sztyftu lub kredki. Pogrzebałam w internecie i znalazłam to:



 KIKO 07 Long Lasting Stick Eyeshadow. Kupiłam go stacjonarnie w Niemczech w salonie KIKO za 7 Ojro. Kolor 07 to pomieszanie błyszczącego złotka i szampana.






Cień KIKO w cieniu                               Cień KIKO w słońcu
Producent obiecuje, że cień po nałożeniu na powiekę jest początkowo kremowy i łatwo daje się blendować, natomiast po paru chwilach zastyga i staje się wodoodporny. W takiej formie ma wytrzymać na oczach do 8 godzin. A jak jest naprawdę? Na szczęście firma KIKO nie okazała się kłamczuszkiem :) Wszystko co piszą o tym cieniu jest prawdą. No może mijają się z nią jedynie w kwestii tych 8 godzin, bo cień wytrzymuje i ładnie wygląda na powiekach zdecydowanie dłużej. Inne cienie nakładane na KIKO mocno przylegają do powieki, nie osypują się i wyglądają estetycznie calutki dzień. Sama aplikacja cienia KIKO, który jest w formie sztyftu okazała się bardzo wygodna ponieważ nie ma konieczności brudzenia sobie paluchów.
Poniżej zdjęcie makijażu wykonanego za pomocą cienia w kredce KIKO po ok. sześciu godzinach od nałożenia. Dodam, że dzień był dość ciepły. Jak widać, nic się nie rozmazało, kolory cieni są nadal intensywne, a sam KIKO tylko lekko stracił na swoim błyszczeniu (co akurat uważam za zaletę).


KIKO 07 Long Lasting Stick Eyeshadow to zdecydowanie mój ulubieniec, który pojedzie ze mną na wakacje. Teraz latem, kiedy można sobie pozwolić na bardziej błyszczący makijaż lubię w nim wszystko: formę aplikacji, konsystencję, genialną trwałość, kolor i cenę ;) Minusem jest dostępność w Polsce, ale podczas letnich wojaży po Niemczech, Austrii lub Włoszech warto po niego (lub jego braci) wpaść do salonu KIKO.

Może znacie jakieś zamienniki cienia KIKO dostępne tu na miejscu i od ręki? Chętnie bym się im przyjrzała :)

Miłego dnia
Ściskam
Karolina x x x


niedziela, 6 lipca 2014

Uzupełnienie kosmetyczki w Niemczech - pielęgnacja cz. 2

Ciąg dalszy bycia chwalipiętą :) Tym razem nadszedł czas zaprezentowania produktów do pielęgnacji twarzy i ciała, które kupiłam podczas mojego ostatniego wypadu do Berlina. Wszystkie zdobycze pochodzą z drogerii DM.


 Moje włosy, a co za tym idzie i ja, bardzo lubimy się właśnie z produktami do włosów marki Alverde. Ich wegańskie szampony, odżywki i maseczki bez grama silikonów świetnie działają na moje niskoporowate włosięta. Niestety z ubolewaniem przyjęłam do wiadomości fakt, że z półek drogerii DM zniknęła seria z amarantusem, która była moim hitem. Zdążyłam jeszcze co prawda w minione wakacje zrobić spore jej zapasy, ale niestety topnieją one w zatrważającym tempie. Dlatego postanowiłam zaopatrzyć się w jakieś zamienniki. Tym razem wybór padł na dwa szampony: nadający połysk z cytryną i morelą (kiedyś miałam już maseczkę z tej serii i byłam bardzo zadowolona - przypomnienie TUTAJ) oraz szampon nadający objętość z oliwką i henną. 
 Z odżywek wybrałam tę do włosów farbowanych z lipą i żurawiną (mam nadzieję, że lipy z tego nie będzie) oraz tę do włosów blond z chmielem i miodem


Do koszyka trafiły także kremy do twarzy. Wszystkie marki Alverde z tej samej serii przeciwstarzeniowej przeznaczonej do skóry po trzydziestym roku życia. Zarówno krem na dzień, jak i krem na noc oraz serum pod oczy zawierają koenzym Q10 i inne dodatkowe wyciągi - m.in. z jagód goji i rokitnika. Producent obiecuje wzmocnienie, regenerację i ochronę skóry. Poczekamy, zobaczymy. 


Na koniec małe przyjemności.
Żel pod prysznic Alverde z miętą i bergamotką (wytłumaczcie mi proszę dlaczego wzięłam tylko jeden??? zdecydowanie mój zapach na lato). Potem coś, co przyda się na wakacjach czyli żel pod prysznic Balea After Sun Dusche, który usuwa ze skóry chlor, sól morską, pozostałości preparatów do opalania i chłodzi skórę. Na dodatek ładnie pachnie olejkiem kokosowym, który kojarzy mi się z wakacjami na plaży.
Z produktów do pielęgnacji ciała wybrałam balsam Balea Soft-Öl Balsam do skóry bardzo suchej oraz krem do rąk Balea z masłem shea i olejem arganowym.

Teraz wystarczy przetestować. Jeśli coś mnie zaintryguje, na pewno dam wam znać.
A może Wy już znacie te produkty i możecie coś o nich więcej powiedzieć?

Ściskam
Karola x x x 

czwartek, 3 lipca 2014

Maj i czerwiec w kilku zdjęciach

Pierwszy raz u mnie na blogu. Przegląd minionych dwóch miesięcy w zdjęciach. Zapraszam. Zdecydowanie niekosmetycznie tym razem.

uzależniłam się lekko, dobrze nawilża od środka :)


zaczęła się Polówka w Łodzi czyli filmy w plenerze..tu akurat w skateparku Piotrkowska 217 bo lało
umywalka? bo tak!
zielone szpileczki i stopki dla..czego? sama teraz tego nie umiem wyjaśnić :)
majówka w Arboretum kiedy kwitną magnolie

"pożywne" śniadanie szpitalne

 
miłe imieniny w plenerze :)
Noc Muzeów - cerkiew św. Aleksandra Newskiego w Łodzi
bit blurred ;) EC1 otwarte dla zwiedzających

przystanek Poznań w drodze na...

Berlin <3
Miłego dnia
Ściskam 
Karolina x x x

wtorek, 1 lipca 2014

Uzupełnienie kosmetyczki - pielęgnacja cz.1

 Ostatnie tygodnie sprzyjały właśnie zakupom pielęgnacyjnym. Wykończyłam część produktów, a na ich miejsce wybrałam coś nowego (a czasem coś już sprawdzonego i ulubionego). Nie ukrywam, że niektóre z tych kosmetyków kupiłam ze względu na promocje oferowane przez różne sklepy.  Jeśli można zaoszczędzić to czemu nie skorzystać? :) Tak, wiem, tak tylko sobie tłumaczę :P Do rzeczy.

Kupiłam pierwszy raz w swoim życiu hydrolat oczarowy. Ten mój jest akurat z firmy Fitomed i kupiłam go stacjonarnie w sklepie zielarskim. Żałuję, że dopiero teraz postanowiłam go wypróbować. Stosuję go do przemywania twarzy lub do okładów, gdy stan mojej skóry w ciągu miesiąca ulega pogorszeniu i obsypuje mnie niemiłosiernie. Sama jestem zdziwiona jego skutecznością. Hydrolat działa antybakteryjnie, wspomaga gojenie i lekko ściąga, ale najważniejsze, nie wysusza. Zaczerwienienia po ostatnich wypryskach zdecydowanie złagodniały pod jego wpływem. Love, love, love :)
Korzystając z bardzo atrakcyjnych cen na apteka-melissa.pl kupiłam Flavo-C Forte - serum z witaminą C i miłorzębem japońskim firmy Auriga. Jest to moje ulubione serum, a właściwie płyn z  15 % wit. C, który stosuję cyklicznie od wielu lat. Szczerze polecam.
 Nie mogło też zabraknąć mojego ukochanego i niezastąpionego dezodorantu Vichy w kulce. Tym razem zdecydowałam się wypróbować jego wersję Stress Resist.
 
 Innego dnia przechodząc koło sklepu Ziai skusiłam się na dwa produkty z nowej serii z liśćmi manuka, która przeznaczona jest do cery normalnej, tłustej i mieszanej. W koszyczku wylądowały: pasta do głębokiego oczyszczania twarzy i reduktor zmian potrądzikowych. Ceny tych produktów są bardzo przystępne (coś koło 10 zł) i jak na razie dają radę. Jeszcze za wcześnie na recenzje, ale reduktor wysuwa się na prowadzenie ponieważ pomógł mi w momencie tak zwanego "wysypu". Szerzej o nim/nich po dogłębnym sprawdzeniu. 
 W Rossmanie poczyniłam skromne zakupy. Nie licząc wacików, chusteczek higienicznych i innych ustrojstw higienicznych, których tu nie będę prezentować, kupiłam Last Minute Body BB dla ciemnej karnacji firmy Lirene - fluid/balsam, który ładnie tonuje i nadaje kolor bladziochowym nogom. Nie jest to samoopalacz, zmywa się przy pierwszym myciu lub deszczu :) miałam niestety okazję się o tym przekonać, kiedy na nogach pojawiły się cudne zacieki. W bezdeszczowe dni działa super!
Nie mogło zabraknąć też uzupełnienia żelu do rąk firmy Isana - żele te są tanie, robią co mają robić czyli myć, a na dodatek ładnie pachną i w moim wypadku nie doprowadzają do przesuszenia rąk. Teraz zdecydowałam się na limitowaną serię wiosenną o zapachu Górskiego Źródła do skóry suchej. Jego świeży zapach, który może się kojarzyć z kosmetykami dla mężczyzn bardzo przypadł mi do gustu. Lubię!  

Ostatnimi zakupami były te poczynione w Superpharm. Był to któryś tam poniedziałek, i z kartą klubu Lifestyle można było kupić produkty określonych marek (np. Nivea, Garnier, Tołpa) ze zniżką -50%. Okazja taka piechotą nie chodzi. Kupiłam tylko te produkty, które schodzą u mnie w ilościach hurtowych i poczyniłam lekkie ich zapasy. Kupiłam trzy (na zdjęciu tylko dwa ponieważ Pure Fresh się zdublował) żele pod prysznic Nivea 500 ml w śmiesznej cenie 6,50 zł za sztukę oraz dwa płyny micelarne Garnier (tutaj tylko jeden). Jego pierwotna cena w Superpharm była zawyżona - 21 zł, ale ze zniżką i tak wydawał się być korzystnym zakupem. Teraz żele i micel czekają na sierpniowe wakacje :)
Na zdjęciu znalazły się jeszcze dwa produkty - krem pod oczy Hydrain 3 Hialuro firmy Dermedic oraz krem Evolet na blizny i rozstępy firmy L'biotica. Ich akurat nie kupiłam (hmm, teoretycznie oczywiście :D) tylko wymieniłam za punkty z karty Lifestyle. Myślę, że nawilżający krem pod oczy będzie dobrą opcją na wakacje. Natomiast rozjaśniająco-regenerujący krem Evolet z masą perłową i olejkiem z nasion dzikiej róży wzięłam za namową znajomej, która stosuje go od jakiegoś czasu na twarz i muszę przyznać, że z dużym powodzeniem. Zobaczymy jak sprawdzi się u mnie.

To tyle na razie. Będzie jeszcze druga część zakupów pielęgnacyjnych, ale już poczynionych w drogerii DM w Berlinie. 
Ściskam mocno
Karolina x x x

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...