poniedziałek, 23 czerwca 2014

Miss Sporty Clubbing Colours 344 i bonus

W moich zbiorach lakierowych zdecydowanie brakowało lawendowego fioletu. Okazja by to zmienić nadarzyła się podczas ostatniej akcji promocyjnej w Rossmannie, kiedy można było kupić lakiery (i nie tylko zresztą) ze zniżką -49%. Kupiłam wtedy za śmieszne pieniądze lakier Miss Sporty z serii Clubbing Colours Quick Dry w kolorze 344


Kolor 344 to średnia i raczej ciepła lawenda. Lakier jest kremowy, ale bardzo przyjemny w aplikacji. Nie smuży, a dwie warstwy dostatecznie kryją płytkę. Zaletą tego lakieru jest również dość szeroki  i spłaszczony pędzelek, za pomocą którego w dosłownie dwóch pociągnięciach pokryjemy lakierem cały paznokieć.  


Czy sam lakier Miss Sporty jest "quick dry" tego nie miałam okazji sprawdzić, bo niezmiennie przy malowaniu paznokci sięgam po top coat Golden Rose Quick Dry. Odkąd znajoma poleciła mi ten wyrób tureckiej myśli technicznej, stosuję go za każdym razem. Cudownie przyspiesza wysychanie lakieru, nadaje cudny połysk i zdecydowanie przedłuża jego trwałość. Top coat Golden Rose sam w sobie jest dość gęsty, na pewno nie można powiedzieć, że ma lejącą konsystencję. Jego aplikacja nie nastręcza problemów - top coat ładnie "rozlewa" się po paznokciu i nie tworzy nieestetycznych śladów. Myślę, że to po części zasługa szerokiego pędzelka typu "maxi brush", które wprost wielbię. Do tego GR kosztuje zaledwie 9 złotych, a więc posiada wszystkie cechy idealnego lakieru nawierzchniowego :) Czegóż można chcieć więcej. Wielbię i polecam.

Znacie?
Ściskam :)
Karolina x x x

czwartek, 19 czerwca 2014

Niekosmetycznie - różowe koraliki na poprawę humoru

To niesamowite jak kawałek taniego plastiku może czasem poprawić humor :) Stało się to trzy dni temu, było już późne i gorące popołudnie, a ja jeszcze na chwilę szłam do pracy. Szłam, bo przecież korki o tej porze przyprawiają o zawał serca. Humor mi raczej tego dnia nie dopisywał więc weszłam bez przekonania do jednego ze sklepików, które mijałam po drodze. A tam, zaraz od progu zawołały do mnie "weź mnie" dwie różowe, trochę infantylne bransoletki. Każda z nich kosztowała piątaka. Szybki rzut okiem do portfela czy mam tak zawrotną kwotę przy sobie (bo ja zwykle wszystkie pieniądze trzymam raczej w bankomacie). Wygrzebałam garść monet, odliczyłam 10 PLN i stałam się szczęśliwą posiadaczką dwóch wesołych bransoletek z okrągłych koralików. Od razu oderwałam metki z ceną i hop na nadgarstek, a "banan" sam mi jakoś tak wszedł na ryjka :) To popołudnie już nie było takie beznadziejne...




Też tak czasem macie, że mała rzecz "zrobi" wam dzień?

Ściskam
Karolina x x x

wtorek, 17 czerwca 2014

Dermaglin - maseczka z zieloną glinką do cery trądzikowej


Dziś będzie krótko i na temat - bo i produkt do opisania jest niewielki. Jeśli masz problemy z cerą trądzikową, cierpisz z powodu nadmiernego łojotoku i narzekasz na coraz to nowe zmiany trądzikowe, które długo się goją, a dodatkowo lubisz maseczki z glinki, ale nie masz ochoty bawić się w ich samodzielne przyrządzanie, to ten produkt jest właśnie dla ciebie. 
Maseczkę Przeciwtrądzikową Dermaglin z zieloną glinką kambryjską i ekstraktami z aloesu oraz owsa używam od dawien dawna i nie dam o niej złego słowa powiedzieć :)
 Skład maseczki jest bardzo przyjemny:
  • zielona glinka kambryjska - bogata w mikro i makroelementy, posiada właściwości absorpcyjne, usuwa toksyny, działa jako naturalny antyseptyk i antybiotyk
  • woda
  • glikol propylenowy - ma właściwości nawilżające i jednocześnie zapobiega wysychaniu produktu
  • wyciąg z aloesu - posiada właściwości gojące, regeneracyjne
  • ekstrakt z owsa - ma właściwości przeciwzapalne, przeciwbakteryjne i przeciwobrzękowe, oprócz tego owies przyspiesza zabliźnianie ran i zwiększa poziom napięcia i elastyczności skóry
  • kwas dehydrooctowy - identyczny z naturalnym konserwant.
Z przyjemnym składem wiąże się dobroczynne działanie tejże maseczki - Dermaglin skutecznie oczyszcza twarz z nadmiaru sebum i lekko złuszcza naskórek. Przy regularnym stosowaniu skóra jest uspokojona, krostki i zmiany trądzikowe zmniejszają się, a zaczerwienienia po poprzednich wykwitach są złagodzone.
Aplikacja maseczki jest bezproblemowa. Jedna saszetka zawiera idealną ilość produktu do pokrycia całej twarzy grubą warstwą. Sama maseczka ma dość zwartą konsystencję, którą jednak łatwo zaaplikować i rozsmarować. Podczas "noszenia" maseczka nie migruje po twarzy i nie spływa. Wysycha na skorupkę, która ma tendencję do pękania, ale jednocześnie nie kruszy się i nie osypuje z twarzy. Osobiście wolę ją  zmyć po wyschnięciu pod prysznicem, po prostu  mniej jest z tym zachodu i łatwiej pozbyć się pozostałości produktu z twarzy. 
Po zmyciu maseczki Dermaglin, cera jest gładka, lekko napięta (choć stopień napięcia jest dużo mniejszy niż po zastosowaniu maseczki przeciwzmarszczkowej z tej samej serii), oczyszczona z sebum, a wszelkie zaczerwienienia i krostki  goją się szybciej.
Jedna saszetka kosztuje ok. 6 złotych. Dostępne są również inne wersje tej maseczki np. oczyszczająco-odżywcza, przeciwzmarszczkowa czy odświeżająca. Wszystkie są godne polecenia.

Lubicie maseczki z glinki? Miałyście kiedyś już do czynienia z maseczkami Dermaglin?

Ściskam
Karolina x x x

sobota, 14 czerwca 2014

MAC Sheertone Blush w kolorze PINK SWOON

Od kilku tygodni jestem strasznie przewidywalna. Nieustannie podczas wykonywania makijażu sięgam po moją nową miłość, którą stał się róż do policzków MAC w kolorze Pink Swoon. I pisząc róż, mam DOSŁOWNIE na myśli  róż, zresztą zobaczcie same



W opakowaniu kryje się mocno intensywny róż w zimnej tonacji, lekko wpadający w fiolet. Na policzku wygląda świeżo i sprawia, że twarz wydaje się wypoczęta, a policzek lekko uniesiony. Intensywność koloru można dozować według uznania. Do trwałości nie mam zastrzeżeń. W chłodne dni trzyma się na policzku bez problemu cały dzień, natomiast zauważyłam, że kiedy jest upalnie Pink Swoon ma tendencję do tworzenia lekkiej "plamy". Ale na to chyba nie ma mocnych. Z temperaturą, potem i wilgotnością powietrza człowiek nie wygra.Od czegoś zresztą są poprawki makijażu w ciągu dnia :)

Na koniec dla porównania zdjęcie Pink Swoon z innym chłodnym różem MAC'a w kolorze Well Dressed, po który częściej sięgam zimą.


A wy jakie kolory różu lubicie? Brzoskwiniowe, truskawkowe czy śliwkowe? :)

Miłego weekendu
Karolina x x x

wtorek, 10 czerwca 2014

Pachnący morelą Revlon Perfumerie Apricot Nectar

Latem lubię kolor morelki na paznokciach. Podczas niedawnej promocji w Rossmannie kupiłam lakier Revlon Perfumerie w kolorze Apricot Nectar. Pierwsze co mnie urzekło to opakowanie! Buteleczka lakieru wygląda jak starodawny flakon perfum w miniaturze robiony na zamówienie, Pięknota!
Drugą rzeczą był mój ulubiony kolor na ciepłe dni, czyli morela. A jak wszystko wyszło w praktyce...zapraszam do recenzji. 


Opakowanie pokochałam od samego początku za jego prostotę i starodawny sznyt.


 Z pędzelkiem lakieru polubiłam się już mniej. Jak dla mnie jest zdecyowanie za wąski, a musicie wiedzieć, że moja płytka paznokcia należy raczej do małych. Na powyższych zdjęciach widać, jak pędzelek Revlon ma się swoją szerokością do pędzelka Essie z serii drogeryjnej (na zdjęciu Essie w kolorze Tart Deco, nota bene prawie identycznym jak kolor Revlon). Osobiście malowanie paznokci lakierem Revlon nie sprawia mi przyjemności, jest wręcz upierdliwe. Wąski pędzelek i dość lejąca formuła lakieru sprawia, że malowanie paznokci jest uciążliwe. Ale z tego co czytałam, każdy lakier z serii Perfumerie inaczej pachnie i inaczej zachowuje się podczas aplikacji więc nie zrażajcie się. 



 Gdy już się pobawię w aplikację tego lakieru, to do samego koloru nie mam zastrzeżeń. Dwie warstwy wystarczą do pełnego krycia. Lakier rzeczywiście podczas malowania pachnie 'chemiczną' brzoskwinią, a po wyschnięciu zapach utrzymuje się do kilku godzin. Efekt ten ani nie przypadł mi do gustu, ani mnie nie zraził. Kolejny bajer i tyle.

Znacie lakiery z tej serii? 
Jakie są wasze wrażenia?
Ściskam 
Karolina
x x x
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...