sobota, 7 grudnia 2013

Zdjęć nie będzie, szkoda widoku. Będzie tylko opis -podsumowanie kuracji.

Minęły dwa miesiące odkąd zamówiłam tonik z kwasami AHA/BHA 10% i olej tamanu z BU. Zawzięłam się wtedy ostro bo moja cera w tamtym czasie nie wyglądała najlepiej. Co rusz pojawiały się na mojej brodzie nieciekawe wykwity. Nie była to nowość dla mnie, ale zazwyczaj takie niespodzianki znikały po kilku dniach stosowania kremu Avene Ciclafate.
Gdzie tam, tamte pryszcze zaczęły przeistaczać się w bolące podskórne gule, które potrafiły się goić i dwa tygodnie. Szukałam pomysłu co z nimi zrobić. Naczytałam się o zbawiennym wpływie oleju tamanu na takiego rodzaju niespodzianki. Dla wzmocnienia efektu i złuszczenia tego co niepotrzebne zamówiłam rzeczony tonik AHA/BHA 10%. 
Rozpoczęłam testy, minęło sporo czasu i teraz chwila refleksji.
Na początku, zgodnie z zaleceniami ze strony BU tonik stosowałam co 3 dni. Moja cera nie boi się kwasów, nawet bardzo je lubi. Wiem, że u innych taka częstotliwość mogłaby spowodować dość nieprzyjemne skutki. Ja już przywykłam i za każdym razem jestem zadowolona z efektu.
Olej tamanu stosowałam solo codziennie wieczorem bez wykonywania masażu twarzy bo nie chciałam roznieść tego co tliło się jeszcze na mojej brodzie. Po tygodniu nie zauważyłam żadnego efektu działania toniku więc zwiększyłam częstotliwość jego stosowania. Aplikowałam go co 2 dni. Po kilku dniach takiej kuracji widziałam już jak bakteriobójcze właściwości oleju tamanu  i oczyszczająco-złuszczające właściwości toniku wpłynęły na stan mojej cery. Gulki zmniejszyły się w sposób widoczny, przestały wyradzać się nowe. Byłam wniebowzięta! Po 3 tygodniach stosowania kuracji moja skóra się ładnie złuszczyła, oczyściła i najważniejsze uspokoiła. Zniknęły bolące kulki i zaczerwienienia po nich, mogłam optymistycznie patrzeć w przyszłość bo przecież znalazłam idealny sposób na moje bolączki. Odetchnęłam wtedy z ulgą, ale dla pewności co 3-4 dzień stosowałam olej tamanu na wieczór. 
I to był błąd. Olej ten strasznie mnie zapchał! Po chwili uspokojenia się stanu mojej cery wróciły gule i cały dyskomfort z nimi związany. Makijaż z nich spływał po godzinie a zaognione miejsca błyszczały się jak nie powiem co komu :) Dół psychiczny związany z dyskomfortem powrócił, ale postanowiłam go przetrwać ograniczając moją pielęgnację tylko i wyłącznie do zbawiennego Cicalfate. 
Jakoś dałam radę, ale nie polecam. Strasznie długo to trwało. 
Podsumowując: chyba przesadziłam z częstotliwością nakładania oleju tamanu. Pewnie tak. Nigdy nie wiesz dopóki nie przekonasz się na własnej skórze (dosłownie). Myślałam, że stało się tak ponieważ stosowałam w/w olej na całą twarz, ale z drugiej strony kiedy pojawiał się u mnie pojedynczy mały syfek, którego potraktowałam minimalną ilością tamanu, to następnie zmieniał się on w mega syfa. Widocznie ten olej nie jest mi pisany.

Znacie jakieś lepsze metody ? Słyszałam coś o oleju z oregano. Dajcie znać.
Buziaki
Karolina x x x
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...