poniedziałek, 10 czerwca 2013

Moje trio - sposób na ładną sztuczną opaleniznę

Chę, może pogoda nie zachęca, ale nadchodzi czas, w którym coraz częściej będziemy pokazywać na co dzień coraz więcej ciała. Blade nogi nie wyglądają najlepiej więc przez lata doświadczeń opracowałam sobie sposób, który pozwolił mi na "godne" wyjście z domu :) Sposób ten w moim wypadku obecnie sprawdza się za każdym razem, choć uprzedzam, że wcześniej zdarzały się też lekkie wpadki. Grunt to wypracować swój sposób. Może mój okaże się pomocny. Zastrzegam, że to mój sposób :)
Do wykonania szybkiej  i naturalnej opalenizny potrzebujemy trzech produktów i 30 minut najlepiej wieczorem.
 
Cała operacja składa się z trzech kroków:
  • ZŁUSZCZANIE - pierwszą rzeczą, która przygotuje nas na opaleniznę jest rękawica do masażu i odrobina płynu do mycia ciała. Moja rękawica akurat została kupiona w Rossmannie i dzielnie mi służy od kilku miesięcy. Chodzi po prostu o dokładne pozbycie się martwego naskórka. Peeling w tym wypadku również się nada. No i nigdy nie zapominam o pozbyciu się zbędnego owłosienia z nóg! To podstawa.
  • NAWILŻENIE (wstępne brązowienie) - po kąpieli i peelingu musimy nawilżyć skórę, aby opalenizna równo się rozprowadziła. Ja zawsze stosuję wtedy jedną warstwę balsamu Lirene Body Arabica dla ciemnej karnacji. Balsam ten pięknie pachnie kawą/kakaowcem i wstępnie już zintensyfikuje efekt opalenizny.  Ma on też niestety jedną wadę - trochę marze się na biało podczas aplikacji, ale wmasowanie nie jest niemożliwe.
  • SAMOOPALACZ - kiedy już uporam się z balsamem Lirene, spryskuję się samoopalaczem Sun Ozone i wmasowuję go lekko w ciało. Ten samoopalacz to mój ulubieniec z Rossmanna. Tani, łatwy w stosowaniu, przyjemnie pachnie (nawet podczas procesu brązowienia) i co najważniejsze nie smuży.
I teraz ważna rzecz - należy dokładnie umyć ręce! Ale żeby nasze dłonie nie odbiegały kolorem od reszty ciała musimy je zawsze (wierzchy dłoni) pokryć minimalną ilością balsamu lub samoopalacza i dokładnie rozsmarować.
Aby nasza opalenizna wyglądała w miarę naturalnie,  na koniec nie pozostaje nic innego jak lekko przetrzeć suchym ręcznikiem newralgiczne miejsca tj. kolana, łokcie, kostki stóp i kostki rąk. Potem
musimy tylko pozwolić tej naszej całej miksturze się wchłonąć. Rano zalecam prysznic, aby pozbyć się z ciała lekkiego swądu samoopalacza.

Voila, to mój sposób na samoopalacz, który nie zawiódł mnie nigdy, ale może wy macie jeszcze lepsze triki? Dajcie znać
Buziaki
Karolina x x x

2 komentarze:

  1. Przyznam, że miałam kiedyś epizod z samoopaleczem i więcej nie dotknę nic co nadaje trwale kolor skórze. Wyglądałam strasznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja bym nie poddawała się tak szybko :) grunt to cierpliwość w nakładaniu i dobre nawilżenie przed :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...