wtorek, 25 czerwca 2013

Tart Deco by Essie

Lato to idealny czas dla Tart Deco. Jego kremowy odcień koralu, w zależności od światła, wpada czasem w brzoskwinię, a niekiedy w różowawy odcień. Na dłoniach prezentuje się dość intensywnie, natomiast na stopach wygląda na bardziej stonowany. Jeśli chodzi o dolne partie ciała to Tart Deco idealnie komponuje się z butami w kolorze cielistym/nude. Mam to przetestowane :)






Tart Deco mam od zeszłego lata. W tamtym roku wydawał mi się nieco "kredowy" i nie stosowałam go zbyt często. Na szczęście w 2013 roku to się zmieniło - nie dostrzegam już w nim wad przez co dość często ląduje na moich paznokciach.
Jeśli chodzi o aplikację to dwie warstwy zupełnie wystarczą. Czasami zdarza mi się zrobić nim się prześwity, ale to chyba raczej wynika z faktu, że mój lakier już się lekko zestarzał, bo szczerze mówiąc nie pamiętam jak było na początku. Z top coatem Tart Deco spokojnie trzyma się paznokci bez odpryskiwania czy ścierania końcówek przez 4-5 dni . Lubię ten odcień Essie bo jest wesoły, pozytywny i totalnie letni. 

Lubicie takie koralowe lakiery?

Pozdrawiam
Karolina x x x



















środa, 19 czerwca 2013

Watermelon by Essie

Sama nie wiem dlaczego tyle razy obojętnie przechodziłam obok tego lakieru. Już kilka razy miałam go w łapce ale nigdy nie przyszło mi do głowy żeby go kupić. Podczas ostatniej promocji na lakiery Essie w drogerii Hebe w końcu go wzięłam i na dobre przepadłam!!! Szkoda, że tak późno trafił do mojego lakierowego pudełka, bo tak naprawdę lubię w tym "arbuzowym" essiaku wszystko :)


Watermelon to intensywny buraczkowy róż o kremowym wykończeniu. Malowanie nim paznokci to sama przyjemność - mocny kolor cieszy oko, a idealna konsystencja sprawia, że zrobimy to szybko i bez najmniejszych problemów. Dwie warstwy ładnie kryją choć nie błyszczą wystarczająco. Jeśli lubicie paznokcie na wyskoki połysk warto pokryć je jeszcze top coatem. Po trzech dniach końcówki paznokci lekko się ścierają, ale nie ma mowy o nieestetycznym odpryskiwaniu. Watermelon również ładnie wygląda na stopach.




W kwestii lakierów lubię zmiany, ale ostatnio to właśnie Watermelon najczęściej ląduje na moich paznokciach. 

Ściskam
Karolina x x x

piątek, 14 czerwca 2013

Today's make-up

Makijaż wykonuję codziennie, czasem mocniejszy, czasem delikatniejszy - wszystko zależy od nastroju. Na to nigdy rano nie brakuje mi czasu, po prostu na stałe wpisało się to już w mój grafik. Czasu jedynie brakuje mi na obfotografowanie tych moich codziennych wybryków makijażowych. Dziś miałam czas na wszystko :) I makijaż prezentuje się tak:




Makijaż został wykonany następującymi produktami:
  • Podkład - Estee Lauder Double Wear Pebble 04
  • Puder - Synergene 01
  • Korektor - Maybelline Anti-AgeEffekt 01
  • Brwi -Benefit BrowZings Medium
  • Cienie - MAC: Honey Lust, Brun, Trax, All That Glitters, Malt
  • Róż - Benefit Coralista
  • Błyszczyk - Chanel Mystery 357
  • Tusz - Max Factor False Lash Effect
Miłego dnia wszystkim :)
Buziaki
Karolina x x x

środa, 12 czerwca 2013

Vanity Fairest by Essie

Vanity Fairest na pierwszy rzut oka to typowy mleczny lakier do frencza. Ale jest w nim coś co sprawia, że nasz manicure nie będzie nudny i zwyczajny - to malusieńkie drobiny, które migoczą na srebrno. Sam lakier jest półprzezroczysty i nawet trzema warstwami nie zakryjemy całkowicie płytki. Kolorystycznie w buteleczce bliżej mu do różu, ale już na paznokciach przybiera odcień budyniowy.






Bardzo polubiliśmy się z Vanity Fairest. To jeden z tych odcieni, które sprawiają, że dłoń wygląda elegancko i niezobowiązująco, a co najważniejsze wygląda na zadbaną.
Konsystencja lakieru jest akurat tzn. ani nie rozlewa się na skórki ani nie ciągnie. Lakier nie smuży i łatwo rozprowadzić go na paznokciu. Przy zmywaniu srebrny shimmer nie sprawia trudności i bez problemu zmyjemy go kilkoma pociągnięciami wacika ze zmywaczem. Podczas noszenia nie zauważyłam odpryskiwania lub ścierania się z końcówek. Vanity Fairest spokojnie wytrzymuje na paznokciach bez uszczerbku 4 dni.

Myślicie, że to dobry lakier na lato?

Pozdrawiam
Karolina x x x

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Moje trio - sposób na ładną sztuczną opaleniznę

Chę, może pogoda nie zachęca, ale nadchodzi czas, w którym coraz częściej będziemy pokazywać na co dzień coraz więcej ciała. Blade nogi nie wyglądają najlepiej więc przez lata doświadczeń opracowałam sobie sposób, który pozwolił mi na "godne" wyjście z domu :) Sposób ten w moim wypadku obecnie sprawdza się za każdym razem, choć uprzedzam, że wcześniej zdarzały się też lekkie wpadki. Grunt to wypracować swój sposób. Może mój okaże się pomocny. Zastrzegam, że to mój sposób :)
Do wykonania szybkiej  i naturalnej opalenizny potrzebujemy trzech produktów i 30 minut najlepiej wieczorem.
 
Cała operacja składa się z trzech kroków:
  • ZŁUSZCZANIE - pierwszą rzeczą, która przygotuje nas na opaleniznę jest rękawica do masażu i odrobina płynu do mycia ciała. Moja rękawica akurat została kupiona w Rossmannie i dzielnie mi służy od kilku miesięcy. Chodzi po prostu o dokładne pozbycie się martwego naskórka. Peeling w tym wypadku również się nada. No i nigdy nie zapominam o pozbyciu się zbędnego owłosienia z nóg! To podstawa.
  • NAWILŻENIE (wstępne brązowienie) - po kąpieli i peelingu musimy nawilżyć skórę, aby opalenizna równo się rozprowadziła. Ja zawsze stosuję wtedy jedną warstwę balsamu Lirene Body Arabica dla ciemnej karnacji. Balsam ten pięknie pachnie kawą/kakaowcem i wstępnie już zintensyfikuje efekt opalenizny.  Ma on też niestety jedną wadę - trochę marze się na biało podczas aplikacji, ale wmasowanie nie jest niemożliwe.
  • SAMOOPALACZ - kiedy już uporam się z balsamem Lirene, spryskuję się samoopalaczem Sun Ozone i wmasowuję go lekko w ciało. Ten samoopalacz to mój ulubieniec z Rossmanna. Tani, łatwy w stosowaniu, przyjemnie pachnie (nawet podczas procesu brązowienia) i co najważniejsze nie smuży.
I teraz ważna rzecz - należy dokładnie umyć ręce! Ale żeby nasze dłonie nie odbiegały kolorem od reszty ciała musimy je zawsze (wierzchy dłoni) pokryć minimalną ilością balsamu lub samoopalacza i dokładnie rozsmarować.
Aby nasza opalenizna wyglądała w miarę naturalnie,  na koniec nie pozostaje nic innego jak lekko przetrzeć suchym ręcznikiem newralgiczne miejsca tj. kolana, łokcie, kostki stóp i kostki rąk. Potem
musimy tylko pozwolić tej naszej całej miksturze się wchłonąć. Rano zalecam prysznic, aby pozbyć się z ciała lekkiego swądu samoopalacza.

Voila, to mój sposób na samoopalacz, który nie zawiódł mnie nigdy, ale może wy macie jeszcze lepsze triki? Dajcie znać
Buziaki
Karolina x x x

środa, 5 czerwca 2013

Ulubieńcy maja

Tadam! Oto oni, moi majowi ulubieńcy czyli produkty kosmetyczne, które sprawdziły się w ciągu ostatnich kilku tygodni:

  • maj nie był łaskawym miesiącem dla mojej cery, która obrodziła w brzydkie wykwity. Lekarstwem okazał się krem Bioderma Sebium AI, który rzeczywiście zgodnie z obietnicą producenta przyspieszył usuwanie ropnych zmian trądzikowych, wyłagodził zaognioną skórę i lekko złuszczył naskórek. Preparat może być stosowany punktowo lub jak w moim wypadku na całą twarz. Jego zaletą jet również to, że nie powoduje świecenia czy wysuszania skóry oraz to, że dobrze sprawdza się jako baza pod podkład. 
  • antyperspirant Vichy - uwielbiam go za rewelacyjną skuteczność a zarazem delikatność. Można go nałożyć od razu po goleniu i nie poczujemy żadnego dyskomfortu. 
  • Essie - w maju na pierwszym miejscu wśród moich kosmetycznych ulubieńców była właśnie marka Essie. Lubię ją za kolory, szeroki pędzelek, stosunkowo dobrą trwałość i "akuratną" konsystencję.
  • róż Catrice 01 Sugar Shock - ładny bezdrobinkowy pastelowy róż, który dzięki temu, że jest dość słabo napigmentowany nie narobi nam bałaganu na policzkach. Dla mnie to akurat zaleta. Kilkukrotne muśnięcie policzków tym różem sprawia, że czujemy się świeżo.
  • cień MAC Paradisco - oprócz noszenia go na powiekach w maju w ramach eksperymentu nałożyłam go na policzki jako róż. I tak już zostało. Jego złote drobiny ślicznie rozświetlają kości policzkowe, a sam kolor okazał się być bardzo "twarzowym". Używałam go codziennie na zmianę z różem Catrice. 
Dajcie znać czy któryś z moich majowych ulubieńców sprawdził się również u was.
Pozdrawiam i ściskam
Karolina x x x

wtorek, 4 czerwca 2013

Peach Daiquiri by Essie

Znowu będzie lakierowo. Peach Daiquiri firmy Essie spodobał mi się bo to typowy, ożywczy lakier na lato. Jest to dość intensywna malina z odrobiną brzoskwini, ale nie ocierająca się jeszcze o neon :) Brak w niej jakichkolwiek drobinek czy shimmeru.


Peach Daiquiri ma szeroki pędzelek więc łatwo i szybko można pomalować nim całą płytkę paznokcia. Lakier sam w sobie ładnie błyszczy więc nie ma potrzeby wzmacniania tego efektu jakimś nabłyszczaczem. Trwałość standardowa - u mnie trzyma się kilka dni, potem mam ochotę na zmianę :)




Lubię ten malinowo-brzoskwiniowy kisielek i już!!!

Pozdrawiam i ściskam
Karolina x x x
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...