czwartek, 18 kwietnia 2013

Małe zakupy :)

Zakupy poczyniłam w drogerii Hebe. Dziwne, bo jeszcze kilka dni temu nie wiedziałam, że w Łodzi takową mamy. Przypadkowa wizyta na długo nieodwiedzanej przeze mnie ulicy Piotrkowskiej sprawiła, że oczy wyszły mi z orbit. Dlaczego ja nic o tym nie wiedziałam??!! A jak poinformowały mnie panie Hebe działa tam od ok. miesiąca.
Weszłam z ciekawości i wyszłam z nowymi produktami :)

Długo czekałam na to aż już osławiony żelowy eyeliner Maybelline pojawi się w Polsce. No i się doczekałam. Za zestaw z pędzelkiem zapłaciłam niewiele ponad 17 złotych. Po kilku użyciach widzę w nim swojego ulubieńca.  Zobaczymy jak będzie zachowywał się dalej.
Szampon Dermena wędruje do kosmetyczki mojego chłopaka. 
Z nowości Essence w oko wpadł mi tylko lilakowy lakier do paznokci z serii Colour&Go. 
Podczas zakupów trafiłam akurat na moment kiedy pani wykładała nową ekspozycję Catrice Candy Shock. Ze wszystkich produktów najbardziej spodobał mi się wypiekany róż Sugar Shock. Jasny, delikatny ale za razem ożywczy.

 Na zdjęciu wygląda bardziej na brzoskwiniowy, ale nic bardziej mylnego. To na prawdę ładny, jasny i wiosenny róż.


 A wy już kupiłyście coś fajnego i kosmetycznego na tę spóźnioną wiosnę?

Buziaki
Karolina
xxx

wtorek, 16 kwietnia 2013

LES BEIGES by CHANEL No. 50 w roli bronzera

Od jakiegoś czasu moją głowę zaprzątało znalezienie nowego bronzera ponieważ mój cynamonowy prisme z Givenchy jest już na wykończeniu i dogorywa swoich dni. Dzielnie mi służył przez kilkanaście miesięcy ocieplając i konturując twarz, ale przyszedł czas na coś nowego. Zależało mi na bezdrobinkowym bronzerze w stosunkowo chłodnej tonacji bez czerwonych podtonów. Znalezienie czegoś co by mnie zachwyciło zajęło mi kilka miesięcy, a to coś co skradło moje serce bronzerem właściwie nie jest.

Z polecenia siostry łaskawym okiem spojrzałam na nowe pudry Chanel LES BEIGES a dokładnie na nr 50. Okazał się on strzałem w dziesiątkę. Nie znajdziecie w nim brokatu ani ceglanej czerwieni. Kolor mimo to nie wygląda trupio na twarzy. A na dodatek projekt nowej kremowej puderniczki niezmiernie cieszy oko :)




To dopiero moje początki (2 tydzień) z pudrem LES BEIGES w roli bronzera, ale nasza współpraca zapowiada się obiecująco. Zawsze nakładam go pędzlem z Eco Tools. Efekt konturowania czy efekt "muśnięcia słońcem" można z łatwością dozować. Kolejne warstwy nie tworzą brzydkich "placów" na policzkach, które pozostają przyjemnie satynowe na dość długo. Nie jest to może cały boży dzień, ale blisko :)  Zachwycam się jeszcze jedną rzeczą - zapachem tego pudru. Czasami po prostu siadam, otwieram to cacuszko i wącham. Totalna świrancja ;)

Wypróbowałyście już któryś odcień LES BEIGES?

Pozdrawiam
Karolina x x x




czwartek, 11 kwietnia 2013

wesołe lentilki

Jako dziecko uwielbiałam czeskie cukierki lentilki. I to właśnie one, a właściwie kolory tych słodkich groszków zainspirowały mnie do tego manicure. Kolory są wesołe, pastelowe i wiosenne. Zdaję sobie sprawę, że nie każda z was może sobie na taki kolorowy manicure pozwolić na co dzień. Ja tak i to mnie czasami bardzo cieszy :)
W rolach głównych wystąpiły:


A same dłonie wyglądaja tak:


Zdjęcia zostały zrobione po dwóch dniach noszenia więc końcówki się nieco ściuchrały no i na najmniejszym palcu widać prześwity, ale co tam ... i tak było wesoło :)

Buziaki
Karolina x x x

środa, 10 kwietnia 2013

Super truskawa - Chubby Stick Clinique

Szał na kredki Chubby Stick by Clinique rozpętał się już dawno temu bodajże na początku zeszłego roku.  Wtedy nie skusiłam się na ani jedną ponieważ wydatek kilkudziesięciu złotych na kredkę do ust o właściwościach balsamu wydawał mi się chorym pomysłem - choćby nie wiem jak świetne te właściwości pielęgnacyjne miałyby być. W minionych tygodniach dane mi było testować miniaturę jednej z nich, którą dostałam w gratisie przy zakupie kosmetyków Clinique. Kolor jaki do mnie trafił to 07 Super Strawberry.


Super truskawa to gruba kredka, która wysuwa się z opakowania po przekręceniu jego końcówki. Dzięki odpowiedniej i według mnie optymalnej grubości kredkę tę można nakładać na usta nawet w ciemności bez użycia lusterka. Jej kolor określiłabym jako transparentny ciemny róż z niewielką domieszką bordo. Z truskawą jest fajna sprawa - mimo dość ciemnego koloru nie można z nią przesadzić. Efekt jaki uzyskujemy jest półprzezroczysty i świetnie nadaje się na dzień.





 Ale nie to mnie w niej zaskoczyło najbardziej. Największym objawieniem są dla mnie jej właściwości nawilżające (doh, nie bez kozery jej angielska nazwa to moisturizing lip colour balm ;) ) Przy nietłustej konsystencji, która w ogóle się nie klei nie spodziewałam się takiego efektu. A fakt jest taki, że super truskawa dość intensywnie nawilża, regeneruje i bez problemu wygładza suche skórki. Z trwałością może nie jest najlepiej (godzina czasu) ale ja generalnie szybko zjadam wszystko co ląduje na moich ustach.  
Czy polecam ją? Tak, ale za niższą cenę :)

Ściskam was mocno

Karolina :)

 





piątek, 5 kwietnia 2013

Wiosenne niebo na paznokciach

Przedłużająca się zima i szaruga za oknem sprawiła, że postanowiłam dodać moim paznokciom trochę koloru. Delikatny błękit, jak żaden inny kolor, kojarzy mi się bardzo z ciepłymi i słonecznymi dniami. Postawiłam na nowość czyli Lakier Wibo z kolekcji Gel Like. Kolor został zaprojektowany przez bloggerkę Gosię.







Konsystencja tego kremowego błękitu jest dość gęsta i "ciągnąca". Jedna warstwa zdecydowanie nie wystarcza aby pokryć płytkę. Dodanie drugiej daje efekt widoczny na zdjęciach. Lakier utrzymał się bez uszczerbku na paznokciach przez 3 dni. Po tym czasie na końcówkach widoczne były odpryski. Mając na uwadze cenę lakieru nie miałam do niego większych oczekiwań. Sam kolor podoba mi się bardzo natomiast patrząc na trwałość i aplikację stwierdzam, że "szału ni ma" :)

Macie ten lakier w swojej kolekcji?
No i ciekawa jestem jak wy zaklinacie wiosnę :)

Miłego weekendu

Karolina x x x











wtorek, 2 kwietnia 2013

Krem dla zniszczonych dłoni Lirene moim wybawieniem

Tuż przed świętami stan moich dłoni trochę wymknął się spod kontroli. Skóra na nich stała się ekstremalnie sucha, lekko łuszcząca, a na kłykciach pojawiły się przesuszone czerwone plamki, które miały tendencję do bolesnego pękania.
Po moim apelu radziłyście, abym zastosowała jakiś krem z mocznikiem. Problem w tym, że taki krem właśnie do tej pory stosowałam i nie widziałam poprawy stanu moich dłoni. 
Szybka wizyta w Rossmannie okazała się wybawieniem. Zachęcona ceną (7,99 PLN) bez zastanowienia wrzuciłam do koszyka krem Lirene Ratunek dla zniszczonych dłoni z 10% masłem Shea. 


W opakowaniu znalazło się jedynie 50 ml produktu, który po pięciu niepełnych dniach intensywnego stosowania niestety się skończył, ale jednocześnie mój problem zniknął :))
Zawarte w kremie skoncentrowane masło Shea odżywiło moje ręce i sprawiło, że problem podrażnionej skóry dłoni odszedł w niepamięć. Pozbyłam się suchych i zaczerwienionych plamek - alantoina skutecznie je wygładziła i zmiękczyła skórę. Warto wspomnieć, że krem ma bardzo przyjemną, skoncentrowaną formułę, która jednocześnie łatwo się wchłania i nie pozostawia tłustego filmu na dłoniach. 
Planuję zakup kolejnej tubki tego specyfiku.

Gdybym sama nie przekonała się na sobie pewnie nie uwierzyłabym w jego dobroczynne działanie, a tak polecam go wam z czystym sercem :)

Pozdrawiam
Karolina x x x
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...