wtorek, 18 grudnia 2012

Moja aktualna pielęgnacja - ograniczona do minimum


Ostatnimi czasy pielęgnację mojej dość problematycznej cery ograniczyłam do minimum. No właśnie, ale jaka właściwie ta moja cera jest? Zdecydowanie mieszana, z tendencją do świecenia się w strefie T. Choć nie do końca ponieważ moje policzki i co dziwne również czoło są dość suche. Mam 33 lata więc pierwsze zmarszczki już się pojawiły. Nie są to gigantyczne linie, które spędzają mi sen z powiek, ale skóra pod oczami stała się bardziej delikatna i nie wygląda już tak jak kilka lat przed trzydziestką :) Na dodatek lubię się śmiać więc mam również kilka zmarszczek mimicznych. Ale zmarszczki to nie jest mój największy problem.  Problemy mam właściwie dwa. Pierwszy to taki, że nie mogę nawilżać cery. Moja cera nie toleruje nawilżania. Kiedy tylko nałożę jakiś kosmetyk o takich właściwościach, a nie daj boże coś z kwasem hialuronowym, pojawiają się małe pęcherzyki. Niektóre z nich, w "sprzyjających" warunkach potrafią przekształcić się w coś bardziej bolącego, co potrafi goić się czasem tygodniami. Zostaje mi tylko odżywianie, natłuszczanie i regenerowanie cery. Drugi problem z jakim się borykam to częste zmiany zapalne w szczególności na brodzie. Spowodowane są one zachwianą gospodarką hormonalną i  blokowaniem się kanalików gruczołów łojowych. Zgromadzone w nich sebum to doskonała pożywka dla bakterii. Nie sądziłam, że jako trzydziestoparoletnia kobieta będę się martwić zmianami trądzikowymi. Niestety, znak czasu. Wiem, że nie jestem jedyna.
W pielęgnacji mojej cery przeszłam już wiele. Obecnie ograniczyłam ją do minimum.

Moje minimum prezentuje się tak:

Oczyszczanie: od kilku lat jestem wierna płynom micelarnym. Choć nienawidzę zmywać makijażu to nigdy nie kładę się spać z resztkami dnia na twarzy. Oczyszczanie to podstawa. Po zastosowaniu miceli, aby pozbyć się obumarłych komórek, stosuję płyn złuszczający Clinique 3. Ten "tonik" z kwasem salicylowym naprawdę daje poczucie gruntownego oczyszczenia. Choć na początku używania można przeżyć lekkie zniesmaczenie ponieważ płyn ten oczyszcza skórę z nieczystości, które w niej tkwią i wyciąga je na powierzchnię. W skrócie - wychodzą nam pryszcze.   

Oczy: dobry krem to klucz do sukcesu. Obecnie stosuję Time Zone Estee Lauder. Przyzwoity, dość lekki. Idealny rano pod makijaż, ale już na wieczór czuję, że moja skóra wokół oczu potrzebuje czegoś bardziej bogatego.

Twarz:  wybawieniem dla mojej skóry jest krem Avene Cicalfate. Jest to antybakteryjny krem regenerujący, który dzięki połączeniu siarczanu miedzi, siarczanu cynku i tlenku cynku zmniejsza ryzyko nadkażenia. Krem jest gęsty, taki prawdziwie apteczny. Polubiłam się z nim bardzo. Cicalfate ma zbawienny i kojący wpływ na moją buzię. Dzięki niemu zaczerwienienia po nieproszonych gościach na brodzie szybciej się goją.
Aby zmniejszyć ryzyko grudek i powstawania wykwitów muszę się często złuszczać. Zachęcona recenzjami kupiłam krem Pharmaceris T Sebo Almond Peel z 10% kwasem migdałowym. Stosuję go na noc. Krem ten nie daje spektakularnych efektów. Efekt złuszczenia jest minimalny. Pory rzeczywiście się lekko oczyściły, ale problem grudkowatości nie został do końca wyeliminowany. Zużyję to opakowanie, ale ponownie nie kupię ponieważ efekt złuszczenia jest dla mnie za słaby.
Ze względu na fakt, że obecnie stosowane przeze mnie kremy nie mają właściwości silnie przeciwzmarszczkowych, stosuję różnego rodzaju sera żeby zapobiegać starzeniu. Teraz używam Advanced Night Repair Estee Lauder. Dostałam kilka próbek. Mimo faktu, że to serum ma właściwości nawilżająco-regenerujące kuku mi jeszcze nie zrobiło.
Na zdjęciu znalazł się jeszcze filtr Soraya Ochronny Krem Do Twarzy SPF 30. Wiosną i latem stosowałam go codziennie. Teraz sporadycznie bo mój fluid ma SPF 25 więc nie mam takiej potrzeby. Produkt Sorayi jest naprawdę dobry. Nie bieli twarzy, chroni ją w wystarczającym stopniu, ładnie się wchłania, a skóra po nim jest miękka i gładka.

Wiem, że to nie koniec moich pielęgnacyjnych poszukiwań. Z niektórymi produktami się pożegnam, a niektóre, na czele z Cicalfate zostaną ze mną pewnie do końca życia. Nadal będę szukać kosmetyków na moje bolączki.

Ten, kto przeczytał całość ze zrozumieniem ma ode mnie medal :)

A tak na serio, może wy znacie jakieś antidotum na moje problemy?
Pozdrawiam
Karolina x x x

6 komentarzy:

  1. Polecam Ci Hydrolat oczarowy na pryszcze. Naturalny ,nie wysusza skóry,ale szybko niweluje zmiany. Dla mnie objawienie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki :)nie wpadłabym na to, muszę koniecznie spróbować.

      Usuń
  2. dla mnie z kolei cos co utrzymuje mi skórę w czystosci,a sklonnosci do tradziku mam ogromne, to LRP Effaclar K, na noc, jako lekki zluszczacz, byc moze bedzie za slaby jesli wnioskuję z Twojego opisu, to siegnalabym ewentualnie po effclar duo.
    poza tym stosuję tez legendę-sudocrem.
    mam ten plyn micelarny na liscie-warto? bo ja rowniez *nie znoszę* zmywac makijazu ale sklonnosci mojej cery nie dają mi wyboru ;P
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kiedyś Effaclar K mi pomógł, ale na chwilę. W zeszłym roku skusiłam się na Effaclar Duo i zrobił mi krzywdę. Niesamowicie wysuszył skórę a problem nie ustąpił. Więc szukam dalej :/ co do płynu micelarnego jest bardzo przyzwoity. Polecam, to moje któreś tam już opakowanie.

      Usuń
  3. aa i najwazniejsze, zainwestowalam w Clarisonic rok temu i nie żałuję.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zastanawiał mnie ten krem Pharmaceris, ale widzę że nie jest tak do końca rewelacyjny.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...