poniedziałek, 31 grudnia 2012

Ostatnie denko 2012


Ostatni dzień roku więc będzie post o ostatnich zużyciach. Więcej w nim zdecydowanie produktów do pielęgnacji. Z kosmetyków kolorowych udało mi się wykończyć tylko jedną rzecz. A jest nią dość spora próbka błyszczyku Clinique Full Potential Lips Plump and Shine w kolorze 06 Mimosa Blossom. Błyszczyk ma teoretycznie właściwości powiększające usta, ale tylko teoretycznie. Sam w sobie jest mocno klejącym - lubię ten efekt! - produktem przez co naprawdę długi czas utrzymuje się na ustach. Mimosa pięknie błyszczy  - na ustach daje wrażenie tafli wody. Pełnowymiarowe opakowanie jak najbardziej wskazane :)
Z produktów do codziennej pielęgnacji wykończyłam żel pod prysznic Radox Refresh 2-in-1. Żel pachniał niesamowicie orzeźwiająco, dawał niezłego kopa rano pod prysznicem. To produkt dwa w jednym. Zdarzyło mi się kilkakrotnie umyć mim włosy i efekt był nawet bardzo zadowalający. Włosy były oczyszczone, świeże i ładnie pachniały. Kupię ponownie.
Będąc przy kwestii włosów muszę wspomnieć o wzmacniającej odżywce Dermena. Byłam bardzo z niej zadowolona . Genialnie ułatwiała rozczesywanie włosów. Nie obciążała, nadawała połysk i ładnie pachniała. Szczerze polecam.
W grudniu zdarzyło mi się także zużyć próbkę serum do włosów Gliss Kur z płynną keratyną. Przyznam, że nic szczególnego. Drażnił mnie jej intensywny zapach, włosy po niej były splątane. Bez żalu i sentymentu ląduje bezpowrotnie w koszu. 
Następnym zużyciem jest opakowanie kremu Avene Cicalfate. Mój faworyt w kwestii pielęgnacji skóry trądzikowej. O jego właściwościach pisałam już TUTAJ. Na tej tubce na pewno się nie skończy.
Płyn micelarny AA Ultra Odżywianie też pożegnał się ze mną jeszcze w starym roku. Dobry produkt za niewielkie pieniądze. Nie wiem czy radzi sobie z makijażem wodoodpornym ponieważ takiego nie stosuję natomiast resztę usuwa bez zarzutu. Zagości w mojej szafce pewnie jeszcze nie raz.
A teraz o balsamie do ciała. Pisałam już niejednokrotnie, że nie lubię ich stosować w szczególności zimą. Ale w tym roku oliwka dla dzieci nie pomogła i musiałam sięgnąć po coś bardziej treściwego. Wybór padł na balsam Neutrogena Formuła Norweska Intensywnie  Regenerująca Emulsja Do Ciała do skóry bardzo suchej, szorstkiej i wrażliwej. Jednym słowem jest to balsam ratunek. Wygładził i odżywił wszystkie suche partie skóry. Szybko się wchłaniał i nie tłuścił ubrań. Emulsja ta jest bezzapachowa co dla mnie jest akurat dużym plusem. Jedyną wadą tego produktu jest opakowanie - niby idealne bo z pompką, jednakże kiedy w butelce zostaje jeszcze tak mniej więcej 1/3 produktu trudno go już wypompować na zewnątrz więc trzeba się pobawić w odkręcanie całej pompki. 
Na koniec zostały perfumy - Versace Crystal Noir. Bardzo je lubiłam. Ciepły, otulający zapach. Trochę już mi się przejadły więc w sumie nie żałuję, że buteleczka jest pusta. 

Mam nadzieję, że w nowym roku również systematycznie będę wykańczała kolejne produkty i kupowała tylko te najpotrzebniejsze.

Bawcie się dobrze i wyglądajcie pięknie dzisiejszego wieczoru. Spędźcie go tak jak lubicie: na balach, prywatkach albo przed telewizorem. A w 2013 roku bądźcie po prostu szczęśliwe :)
Pozdrawiam
Karolina x x x

piątek, 28 grudnia 2012

Genialny krem do rąk

Nie jestem maniaczką kremów do rąk. Niby zawsze mam jeden w torebce, ale używam go tylko w sytuacjach kryzysowych. Żadna dla mnie przyjemność. Może po prostu nie miałam dobrego kremu. I tutaj taaadaaam taki krem znalazłam. Na myśli mam krem Yves Rocher Beaute Des Manis Balsam Ochronny Na Zimę z Masłem Karite. 


W opakowaniu dostajemy co prawda tylko 50 ml produktu, ale warto. 
Według producenta ten balsam z wyciągiem z arniki ma właściwości ochronne i odbudowujące. Chroni skórę przed wpływem niskiej temperatury. Skład masła jest bardzo przyjemny. W masełku znajdziemy wyciąg z arniki, masło karite, olejek z jojoby, olejek z kopry, glicerynę w 100% roślinną i wosk carnauba.  Wszystkie składniki pochodzenia roślinnego pochodzą z upraw ekologicznych.





Konsystencja kremu jest dość zbita, ale kremowa. Wchłania się szybko, przyjemnie pachnie choć zapach jest intensywny.





Po wchłonięciu, skóra dłoni jest odżywiona, nawilżona, wygładzona, miękka i odprężona. 

 

Krem jest obecnie dostępny na stronie producenta w promocyjnej cenie 22.90 PLN zamiast 33 PLN. Relacja ceny do pojemności opakowania nie jest może najkorzystniejsza, ale skład i właściwości tego masła sprawiają, że go szczerze polecam.

Ciekawa jestem opinii na temat tego masła prawdziwych kremomaniaczek :)

Ściskam
Karola


czwartek, 27 grudnia 2012

Już wiem w jakich butach idę na Sylwestra

Od dawna szukałam skórzanych szpilek, które godnie by zastąpiły moje obecne już nieco ściuchrane. Jednakże z rozmiarem stopy 35 nie zawsze mogłam mieć to co chciałam. Dziś na chwilę wskoczyłam do Manufaktury po zupełnie coś innego i wyszłam z butami :) Takie niechciane zakupy są zawsze najlepsze. Szpilki kupiłam w sklepie Ryłko. Wzięłam jak zwykle ostatnią parę więc się długo nie zastanawiałam. Wszystko w nich gra: rozmiar, wysokość obcasa, proporcje. Cieszę się, bo już wiem w jakich butach idę na Sylwestra :)



Niestety nie były na przecenie, które się właśnie rozpoczęły, ale i tak jestem kontenta. Czas je trochę rozchodzić :)
A wy już macie skompletowane kreacje na Sylwestra?
Pozdrawiam
Karolina x x x

środa, 26 grudnia 2012

Zimowe odkrycie - krem Uriage Tolederm Riche

Mikołaja w tym roku poprosiłam o mniejsze kłopoty z cerą. Ci co czytali mój wpis o pielęgnacji i skórze jaką posiadam wiedzą, że łatwo z nią nie mam. W razie czego zainteresowanych odsyłam TUTAJ. Tym milej mi was poinformować, że znalazłam cuś co mnie bardzo urzekło ostatnimi czasy właśnie w kwestii pielęgnacji. Tym czymś jest krem Uriage Tolederm Riche.


Kupiłam go w tym samym czasie co krem Pharmaceris T Sebo Almond Peel ponieważ obawiałam się, że ten krem z kwasem migdałowym może powodować przesuszenie i łuszczenie się skóry. Okazało się, że daleko mu do tego więc Tolederm jako ratunek nie musiał się sprawdzić. Zaczęłam go po prostu używać na dzień i mnie olśniło :)

Producent o kremie pisze w sposób następujący: 





Podpisuję się pod tym obiema rękoma. Tolederm cudnie odżywia, wygładza i łagodzi podrażnienia oraz wszelkie suche partie skóry. Nakładając go rzeczywiście mam uczucie ukojenia, znika napięcie co niezwykle relaksuje skórę. Mimo tego, że to wersja Riche (bogata) krem jest wyjątkowo lekki, wchłania się momentalnie i w sposób fenomenalny przygotowuje skórę pod makijaż. Według mnie podkład zaaplikowany na ten krem nakłada się lekko i gładko. Zauważyłam też, że efekt błyszczenia skóry w ciągu dnia został lekko zniwelowany. 

konsystencja kremu
Warto dodać, że krem Tolederm nie ma w sobie parabenów, barwników, jest hypoalergiczny i nie jest komedogenny więc nie będzie zatykał porów.

A tu jego skład:


Cieszę się, że ten krem się u mnie sprawdził. Na chłodne dni jest idealny.

Miałyście z nim do czynienia?
Pozdrawiam
Karolina x x x




sobota, 22 grudnia 2012

Choinka ubrana - Święta tuż, tuż

Wczorajszy wieczór poświęciłam na ubieranie choinki. Nieskromnie dodam, że wyszło jak zwykle pięknie :) Choinka jest wysoka (240 cm), dostojna i niezwykle aromatycznie pachnie. To właśnie jej zapach sprawił, że poczułam się już świątecznie. Przede mną jeszcze ogrom przygotowań i prac, ale cieszę się, że to już tak blisko. 

Oceńcie efekty naszej pracy:



Życzę Wam spokojnych i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia, zdrowia i spełnienia najskrytszych pragnień. Niech rok 2013 będzie dla Was twórczy i pełen pozytywnych wydarzeń.

Ściskam
Karolina x x x

wtorek, 18 grudnia 2012

Moja aktualna pielęgnacja - ograniczona do minimum


Ostatnimi czasy pielęgnację mojej dość problematycznej cery ograniczyłam do minimum. No właśnie, ale jaka właściwie ta moja cera jest? Zdecydowanie mieszana, z tendencją do świecenia się w strefie T. Choć nie do końca ponieważ moje policzki i co dziwne również czoło są dość suche. Mam 33 lata więc pierwsze zmarszczki już się pojawiły. Nie są to gigantyczne linie, które spędzają mi sen z powiek, ale skóra pod oczami stała się bardziej delikatna i nie wygląda już tak jak kilka lat przed trzydziestką :) Na dodatek lubię się śmiać więc mam również kilka zmarszczek mimicznych. Ale zmarszczki to nie jest mój największy problem.  Problemy mam właściwie dwa. Pierwszy to taki, że nie mogę nawilżać cery. Moja cera nie toleruje nawilżania. Kiedy tylko nałożę jakiś kosmetyk o takich właściwościach, a nie daj boże coś z kwasem hialuronowym, pojawiają się małe pęcherzyki. Niektóre z nich, w "sprzyjających" warunkach potrafią przekształcić się w coś bardziej bolącego, co potrafi goić się czasem tygodniami. Zostaje mi tylko odżywianie, natłuszczanie i regenerowanie cery. Drugi problem z jakim się borykam to częste zmiany zapalne w szczególności na brodzie. Spowodowane są one zachwianą gospodarką hormonalną i  blokowaniem się kanalików gruczołów łojowych. Zgromadzone w nich sebum to doskonała pożywka dla bakterii. Nie sądziłam, że jako trzydziestoparoletnia kobieta będę się martwić zmianami trądzikowymi. Niestety, znak czasu. Wiem, że nie jestem jedyna.
W pielęgnacji mojej cery przeszłam już wiele. Obecnie ograniczyłam ją do minimum.

Moje minimum prezentuje się tak:

Oczyszczanie: od kilku lat jestem wierna płynom micelarnym. Choć nienawidzę zmywać makijażu to nigdy nie kładę się spać z resztkami dnia na twarzy. Oczyszczanie to podstawa. Po zastosowaniu miceli, aby pozbyć się obumarłych komórek, stosuję płyn złuszczający Clinique 3. Ten "tonik" z kwasem salicylowym naprawdę daje poczucie gruntownego oczyszczenia. Choć na początku używania można przeżyć lekkie zniesmaczenie ponieważ płyn ten oczyszcza skórę z nieczystości, które w niej tkwią i wyciąga je na powierzchnię. W skrócie - wychodzą nam pryszcze.   

Oczy: dobry krem to klucz do sukcesu. Obecnie stosuję Time Zone Estee Lauder. Przyzwoity, dość lekki. Idealny rano pod makijaż, ale już na wieczór czuję, że moja skóra wokół oczu potrzebuje czegoś bardziej bogatego.

Twarz:  wybawieniem dla mojej skóry jest krem Avene Cicalfate. Jest to antybakteryjny krem regenerujący, który dzięki połączeniu siarczanu miedzi, siarczanu cynku i tlenku cynku zmniejsza ryzyko nadkażenia. Krem jest gęsty, taki prawdziwie apteczny. Polubiłam się z nim bardzo. Cicalfate ma zbawienny i kojący wpływ na moją buzię. Dzięki niemu zaczerwienienia po nieproszonych gościach na brodzie szybciej się goją.
Aby zmniejszyć ryzyko grudek i powstawania wykwitów muszę się często złuszczać. Zachęcona recenzjami kupiłam krem Pharmaceris T Sebo Almond Peel z 10% kwasem migdałowym. Stosuję go na noc. Krem ten nie daje spektakularnych efektów. Efekt złuszczenia jest minimalny. Pory rzeczywiście się lekko oczyściły, ale problem grudkowatości nie został do końca wyeliminowany. Zużyję to opakowanie, ale ponownie nie kupię ponieważ efekt złuszczenia jest dla mnie za słaby.
Ze względu na fakt, że obecnie stosowane przeze mnie kremy nie mają właściwości silnie przeciwzmarszczkowych, stosuję różnego rodzaju sera żeby zapobiegać starzeniu. Teraz używam Advanced Night Repair Estee Lauder. Dostałam kilka próbek. Mimo faktu, że to serum ma właściwości nawilżająco-regenerujące kuku mi jeszcze nie zrobiło.
Na zdjęciu znalazł się jeszcze filtr Soraya Ochronny Krem Do Twarzy SPF 30. Wiosną i latem stosowałam go codziennie. Teraz sporadycznie bo mój fluid ma SPF 25 więc nie mam takiej potrzeby. Produkt Sorayi jest naprawdę dobry. Nie bieli twarzy, chroni ją w wystarczającym stopniu, ładnie się wchłania, a skóra po nim jest miękka i gładka.

Wiem, że to nie koniec moich pielęgnacyjnych poszukiwań. Z niektórymi produktami się pożegnam, a niektóre, na czele z Cicalfate zostaną ze mną pewnie do końca życia. Nadal będę szukać kosmetyków na moje bolączki.

Ten, kto przeczytał całość ze zrozumieniem ma ode mnie medal :)

A tak na serio, może wy znacie jakieś antidotum na moje problemy?
Pozdrawiam
Karolina x x x

piątek, 14 grudnia 2012

Kosmetyczni ulubieńcy grudnia

Choć do końca miesiąca jeszcze daleko, chciałabym się podzielić z wami produktami, które uważam za świetne i właściwie stosuję je codziennie. W grudniu ich użycie się jeszcze zintensyfikowało. To zdecydowanie moi grudniowi ulubieńcy.









 


Na zdjęciach dwie kredki -jedna to nowa miłość, a druga to stara miłość, odkryta na nowo. Świeżynką, ale już gruntownie przetestowaną jest cielista kredka MaxFactor 090 Natural Glaze. Kupiłam ją podczas zakupów promocyjnych w Rossmannie. Kredka jest miękka, gładko się nakłada i ma idealny dla mnie kolor - nie jest ani za jasna, ani za ciemna. Pozbawiona jest także różowych tonów. Ładnie rozjaśnia linię wodną i wygląda naturalnie. Po kilku godzinach zupełnie znika, ale robi to w sposób elegancki - nie zbiera się w grudki przez co nie psuje makijażu. Jak dla mnie same plusy.

Druga kredka to Essence Brow Designer w kolorze 02 Brown. Odkryłam ją na nowo właśnie w grudniu. Przyciemnianie i korygowanie brwi tą kredką jest o wiele szybsze i moim zdaniem nawet bardziej precyzyjne niż woskiem i cieniem BrowZings z Benefit, który dotychczas wykorzystywałam do tego celu. Wiecie dobrze, że rano każda minuta się liczy :) Kredka Essence jest trwała, nie rozmazuje się, kolor trzyma się włosków cały dzień. Cudeńko :)

 


 Nieprzerwanie od  kilku miesięcy codziennie na moich policzkach ląduje puder Givenchy Le Prisme Sun w kolorze Cinnamon. W opakowaniu mamy cztery matowe kolory bronzera. Można je mieszać (tak też robię) lub użyć tylko jednego koloru. Puder świetnie ociepla twarz. Jest również idealny do konturowania. Trwałość bez zarzutu - jeśli się wyciera w ciągu dnia to równomiernie, nie tworząc nieestetycznych plam. Puder na dodatek przyjemnie pachnie - co prawda nie cynamonem, ale chyba konwaliami.  





Ostatni mój ulubieniec z kolorówki to limitowane cienie Chanel z kolekcji świątecznej 2012/2013.  Jeśli chcecie zobaczyć swatche tej paletki zajrzyjcie TUTAJ. Wbrew pozorom cienie wcale nie są nachalnie błyszczące. Na oku łagodnieją tworząc idealnie zblendowany makijaż. Stosuję je codziennie na bazę w postaci cienia w kremie Essence 09 For Fairies. Dzięki niemu, Chanelki nie zmieniają koloru a trzymają się powieki cały długi dzień.



 Last but not least, top coat ESSIE Good-to-go. W moim przypadku rzeczywiście przyspiesza wysychanie lakierów, jest dość rzadki przez co łatwo go nałożyć. Efekt nabłyszczenia umiarkowany. Lakier z warstwą Good-to-go dłużej trzyma się płytki - u mnie średnio 4 dni bez uszczerbku dla manicure. Essie ma jeszcze jedną zaletę - nałożony nawet na mokry lakier nie ściągnie nam koloru z paznokcia i sam potem nie zabarwi reszty produktu w buteleczce. Jedyne do czego mogę się przyczepić to to, żeby był tańszy.

A wam jakie produkty sprawdziły się w grudniu?

Pozdrawiam ciepło
Karolina x 




środa, 12 grudnia 2012

Przybory kuchenne Le Creuset

Le Creuset to firma produkująca wysokiej jakości przybory kuchenne, ale chyba najbardziej jest znana ze swoich garnków i form do pieczenia. Na przestrzeni kilkudziesięciu lat firma wypracowała charakterystyczny design, który kojarzy się z kuchnią z południa Francji. Ich produkty są proste, funkcjonalne i do tego po prostu ładne. Wiem, że nie każdy lubi taki styl. Mnie on kojarzy się z pewnymi niezapomnianymi wakacjami w Prowansji :)

Czasem w TK Maxx można spotkać produkty Le Creuset różnej maści. W większości to garnki ceramiczne do zapiekania i formy do zapiekanek. Czasami widywałam też tam inne przybory kuchenne, ale nigdy nie mogłam dobrać tego co mnie interesowało bo były przebrane albo lekko uszkodzone. Ostatnio udało mi się upolować zestaw, który chodził mi po głowie od jakiegoś czasu. I tak na moim blacie kuchennym zagościły trzy rzeczy: pojemnik na cukier, pojemnik na sól i maselniczka. 


Wszystkie są w cudownym mocnym czerwonym kolorze i rozjaśniają moją monochromatyczną kuchnię. 

Nie samymi kosmetykami człowiek żyje :)

Ściskam
K. x

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Wibo Trend Edition Futura nr 5 - brokatowo, sylwestrowo?

Firma Wibo na okres karnawału wprowadziła lakiery brokatowe Futura. Do wyboru mamy pięć lakierów. Będąc w Rossmannie coś mnie podkusiło i wzięłam lakier nr 5. Sama się sobie dziwie ponieważ nigdy nie używałam brokatowych lakierów - ten efekt na paznokciu zdecydowanie nie jest w moim guście. 



Lakier Futura nr 5 to dość spory zielony i czerwony brokat zatopiony w bezbarwnym lakierze. Oprócz tego, znajdziemy w nim niebieskie opiłki i coś srebrnego. 

Nie próbowałam stosować go samodzielnie na gołą płytkę; zdecydowałam się go nałożyć na ciemną zieleń Golden Rose Paris 151. 




 

Muszę przyznać, że lakier jest trudny w aplikacji. Na pędzelek nabiera się mało brokatu/drobinek. Jedna warstwa nie daje pożądanego efektu . Natomiast nałożenie drugiej ściąga to co udało już nam się zaaplikować wcześniej. Lakier jest dość gęsty i oporny. Po nałożeniu dwóch warstw Wibo Futura pomalowałam jeszcze paznokcie topem Essie Good-to-go. 
Paznokcie co prawda ładnie błyszczą, a drobinki mienią się na świąteczne kolory, ale jednak to nie moja lakierowa bajka. W Sylwestra ubiorę paznokcie zdecydowanie w coś innego :)  

Miałyście może okazję wypróbować pozostałe lakiery z tej kolekcji?
Pozdrawiam
Karolina x x x

Cienie Guerlain z kolekcji świątecznej 2012/2013

Guerlain nie zawiódł. W kolekcji świątecznej 2012/2013 pojawiły się piękne, nienachalne poczwórne cienie. Paletka na szczęście nie jest udziwniona. Według mnie to cienie uniwersalne - nadają się idealnie do makijażu dziennego, ale również za ich pomocą można wyczarować mocniejszy makijaż wieczorowy. Plusem jest także eleganckie złote opakowanie, które przypadnie do gustu wszystkim "sroczkom".




W paletce znajdziemy dwa cienie matowe oraz dwa świetliste. Takie zestawienie kolorystyczne pasuje do wszystkich kolorów tęczówki. Same cienie są mocno nasycone, ale bardzo łatwo się z nimi pracuje. Ich konsystencja to bajka.

bez lampy

z lampą

Idealny ciepły zestaw cieni na zimowe dni i wieczory :)

Pozdrawiam serdecznie
Karolina x x x

sobota, 8 grudnia 2012

Błyszczyk Chanel 367 INTRIGUE- mały kolorystyczny oszukaniec

Błyszczyk Chanel 367 INTRIGUE pochodzi z limitowanej świątecznej kolekcji Chanel 2012. Kiedy oglądałam kolekcję w sklepie wydał mi się zdecydowanie za ciemny i nawet go nie otworzyłam. Wybrałam jaśniejszy odcień 357 MYSTERY, który możecie zobaczyć tu KLIK


Potem, kiedy zobaczyłam go u mojej siostry, jego kolor okazał się wielkim zaskoczeniem. Odcień w opakowaniu i ten na ustach to niemalże dwa inne produkty.


 

367 INTRIGUE


Dla porównania odcień MYSTERY na ustach:

357 MYSTERY

INTRIGUE, tak samo jak MYSTERY, jest kremowy, lekko klejący (coś co akurat lubię w błyszczykach) bez żadnych drobinek. Czas utrzymywania się na ustach standardowy dla błyszczyków. 

Tak jak w życiu, pozory często mylą i w kosmetykach :) 

A was coś ostatnio pozytywnie zaskoczyło w kolorówce?
Ściskam
Karolina x

środa, 5 grudnia 2012

Nowe Kapcie

Na zimowe wieczory kupiłam nowe kapcie/ łapcie/ papucie/ laczki/ ciapy czy jak ich by tam nie nazwać. Bardzo lubię takie domowe skarpeto-kozaczki. Uwielbienie do nich zaszczepiła we mnie moja ciocia z UK, która już wieki temu przywoziła mi je w prezencie. Wtedy wydawały mi się niezwykle zagraniczne i cudowne. Dziś można je już bez problemu kupić w sklepie albo w sieci. Takie kapcie są ciepłe, zazwyczaj wyściełane miękkim futerkiem no i nie gubię ich wszędzie po mieszkaniu bo mocno trzymają się nogi - czy wy też wiecznie szukacie swoich kapci? 



Kupiłam je w H&M za 59.90 PLN.

Na chwilę obecną testy przechodzą pozytywnie. Co najważniejsze, kotkowi też się podobają.

Ściskam
K.

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Zapachy, do których wracam

Są kobiety, które niemalże całe swoje życie utożsamiają się z jednym zapachem perfum. Są też takie, które nie są wierne zapachom więc eksperymentują z wieloma. Ja jestem tak gdzieś pośrodku. Lubię testować nowości, nie ograniczam się. Czasami też bywa, że stosunkowo szybko nudzę się zapachem. A z drugiej strony są też takie perfumy, które mimo upływu lat wracają do mnie w kolejnych buteleczkach. Dziś właśnie będzie o nich - o perfumach, do których wracam.


NU Yves Saint Laurent for Women EDP- zapach ten miał premierę w 2001 roku. Już wtedy mnie urzekł, choć byłam młoda. 
Nuta głowy: kardamon, bergamotka
Nuta serca: czarny pieprz, jaśmin, dzika orchidea
Nuta bazowa: wetiwer, drzewo sandałowe, piżmo
Zapach wytrawny, wyrafinowany, raczej na zimne miesiące. 

DKNY Women EDP- mój faworyt na lato, choć kiedy zimą najdzie mnie ochota na orzeźwienie nic tak nie pobudza do życia jak właśnie ten zapach.
Nuta głowy: czerwona pomarańcza, cytryna, liście pomidora, wódka
Nuta serca: koralowa orchidea, żonkil, lilia wodna, nuty wodne
Nuta bazowa: brzoza, kora tulipanowca.
Mocno cytrusowy, bez odrobiny słodyczy. Kocham! To pewnie ta wódka w nucie głowy tak uzależnia :)

Euphoria Calvin Klein EDP -znany i popularny zapach. Nie przeszkadza mi to, że tak wiele kobiet go wybiera. Jest elektryzujący, dawno temu uwiódł i mnie. To moja trzecia buteleczka.
Nuty głowy: owoc granatu, owoc kaki, kojące zielone nuty.
Nuty serca: kwiat lotosu, kwiat champaca, czarna orchidea.
Nuta bazowa: ambra, czarny fiołek, drewno mahoniowe.

Pure Poison Dior EDP - lżejsza wersja Poison. Nie jest tak ciężki jak jego starszy brat. Używam wiosną, latem, zimą. Na tej drugiej buteleczce pewnie się nie skończy. Chyba, że pewnego dnia zacznie mnie mdlić :)
Nuta głowy: słodka pomarańcza, bergamotka z Kalabrii, mandarynka z Sycylii,
Nuta serca: kwiat pomarańczy, jaśmin, sambak, gardenia,
Nuta bazy: drzewo sandałowe, biały bursztyn, piżmo.

Podsumowując, wracam do zapachów wytrawnych, owocowych, drzewnych z lekką nutą ambry, piżma i bergamotki.

A wy jakim zapachom jesteście wierne i oddane?
Całuję
Karolina x x x

niedziela, 2 grudnia 2012

Denko - co się skończyło w listopadzie


 Listopad minął niczym błyskawica a wraz z nim udało mi się wykończyć kolejne produkty. Wszystkie przedstawione kosmetyki w minionym miesiącu dotknęły dna :)
 
 Produkty spod prysznica:
  • żel Radox Eastern Spirit - lotos i płatki pomarańczy. Kosmetyk całkiem w porządku. Nie wysuszał skóry, ale tak mniej więcej od połowy butelki zaczął mnie męczyć jego zapach.
  • odżywka wygładzająca Isana - tani, dobry produkt. Z tego co wiem już wycofana ze sprzedaży. Nie obciążała włosów. Miała jeszcze jedną zaletę - używałam jej do golenia nóg zamiast pianki czy żelu. Dawała rewelacyjne efekty :)
  • szampon Babydream - nie pamiętam, które to już moje opakowanie. Uwielbiam, ale teraz czas na zmianę.
  • oliwka Babydream - bardzo ją lubię. Zimą mam awersję do balsamów do ciała, a ona w sposób szybki i łatwy nawilża skórę i lekko ją natłuszcza. Nie jest tłusta, można zaraz śmiało po wyjściu spod prysznica zakładać ubrania.
  • żel Avene Cleanance - łagodny żel oczyszczający do skóry tłustej i trądzikowej. Szału nie było. Żel jest rzeczywiście łagodny, nie miałam po nim wrażenia ściągnięcia twarzy. Dostałam go w prezencie, ale sama nie kupię go sobie ponownie.
  • żel Avon Clearskin Body Wash z 2% kwasem salicylowym - nie mam problemów z wykwitami na ciele więc nie wypowiem się na temat jego właściwości leczniczych. Kupiłam go aby od czasu do czasu dobrze oczyścić i złuścić ciało. Efekt marny. Męczyłam się z nim dobrych kilkanaście miesięcy. No i ten zapach. Niby żel był bezzapachowy, ale aż gryzł w gardło.
 Kolorówka:
  • ukochany fluid Forever Diorskin w kolorze 032 - lekki, ale dobrze kryje. Następne opakowanie czeka już w lodówce :)
  • puder fixujący Vichy Dermablend - według producenta miał utrwalać makijaż nawet do 16 godzin. Według mnie puder jak puder. Znam inne i tańsze o podobnych właściwościach. Spróbowałam, ale na pewno nie kupię ponownie.
  • woda perfumowana Armani Mania - fajny, ciepły zapach. Lubiłam go nosić w chłodne dni, ale już mi się znudził. Nie jest to zapach, do którego wrócę.
 Pazury:
  • lakier nawierzchniowy Essence Studio Nails Better Than Gel Nails Top Sealer - podobał mi się efekt jaki dawał, lekko przyspieszał  wysychanie lakieru i przedłużał jego żywotność. Teraz mam topa z Essie, ale nie wykluczone, że kupię ten z Essence drugi raz,
  • zmywacz bez acetonu Isana - ulubieniec od kilku lat. Kupuję go na okrągło.
Pielęgnacja twarzy:
  • chusteczki jednorazowe Alouette - bardzo przydatny produkt przy szybkim zmywaniu maseczek z twarzy. Wytrzymałe, ale nie podrażniają buzi. Nie wychodzą z nich włókna. Kupię ponownie.
  • maseczki jednorazowe różnej maści - z tych na zdjęciu najbardziej urzekła mnie Bioorganiczna Maseczka z Zieloną Glinką z Bielendy. Pięknie pachnie, odkaża, wchłania zanieczyszczenia i nadmiar sebum. Jak dla mnie genialna.
A wam co się udało wykończyć w ostatnich tygodniach?
Buziaki
Karolina x x x

sobota, 1 grudnia 2012

Imprezowy makijaż - brązy z zieloną kreską

Hej, dziś wam chcę pokazać na szybko przed wyjściem makijaż w jakim idę na imprezę. Siadając przed lusterkiem nie miałam w ogóle pomysłu na makijaż, ale to co się zrodziło w dość szybkim czasie bardzo mi się podoba. Kreska na linii wodnej jest w identycznym kolorze jak sukienka, w której idę :)













 Nie byłabym sobą gdybym nie wsadziła sobie kredki do oka, stąd czerwone, podrażnione oczy :)

Życzę wam udanego wieczoru
Bawcie się dobrze
Pozdrawiam
Karolina

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...